Na Wall Street funkcjonuje kilka powiedzeń czy też twierdzeń, które niekiedy mogą wydawać się wręcz regułami inwestycyjnymi. Jedno z najbardziej znanych mówi, że jaki styczeń na Wall Street, taki cały rok. W przypadku indeksu S&P500 na przestrzeni ostatnich 75 lat, zależność ta wystąpiła w 74 proc. przypadków. Ostatnie spektakularne wpadki miały miejsce w 2001 i 2003 roku. Przed pięcioma laty indeks szerokiego rynku zyskał w styczniu prawie 3,5 proc., żeby ostatecznie zakończyć rok 13-proc. stratą. W 2003 roku było to -2,9 proc. w styczniu i +26 proc. na koniec roku. W styczniu 2006 r. S&P500 wzrósł, co zapowiada dobrą koniunkturę w tym roku. Na razie te zapowiedzi się sprawdzają, bowiem w ciągu ostatnich pięciu miesięcy indeks wzrósł o 5,3 proc.

Na Wall Street funkcjonuje też powiedzenie, które mówi, żeby sprzedać w maju i wyjechać na wakacje (Sell in May and go away). Dotyczy ono okresu od maja do października. Tyle tylko, że to twierdzenie wydaje się mało trafione. Jeżeli prześledzić zachowanie indeksu szerokiego rynku S&P500 w okresie maj-październik, na przestrzeni ostatnich 77 lat, to dość łatwo można stwierdzić, że wbrew panującej opinii, powyższe powiedzenie nie znajduje potwierdzenia w statystyce. Zaledwie w 27 przypadkach sprzedaż w maju przynosiła korzyści, w postaci ochrony zysków. Natomiast w pozostałych 50 przypadkach oznaczała straconą szansę na zarobek. S&P500 bowiem, z większą lub mniejszą dynamiką, rósł.

Aktualna sytuacja techniczna na wykresie S&P500 nie daje podstaw, żeby z czystym sumieniem zastosować się do przytaczanej zasady i sprzedawać w maju. Indeks szerokiego rynku od kwietnia 2004 roku porusza się bowiem wewnątrz kanału wzrostowego. Dla wykresu tygodniowego dolne ograniczenie tej formacji znajduje się na poziomie 1230 pkt. Górne natomiast na poziomie 1350 pkt. Dopóki bowiem nie dojdzie do wybicia poniżej 1230 pkt, dopóty brak jest poważnych, średnioterminowych sygnałów sprzedaży.