Akcje Milmetu, producenta butli gazowych, mogą niebawem zniknąć z obrotu giełdowego. Czeska firma Vitkovice Holding, która kontroluje 72,7 proc. kapitału przedsiębiorstwa, zapowiadała już wycofanie Milmetu z notowań. Najpierw jednak musi przejąć pełną kontrolę nad przedsiębiorstwem. Źeby zrealizować zamierzenia, inwestor musi skupić 861,6 tys. akcji (27,3 proc.).
Od jutra do 16 czerwca akcjonariusze będą mogli składać zapisy w wezwaniu Vitkovice Holding. Zapisy będą przyjmować placówki ING Securities i Polonia Net. Czesi oferują 16 zł za walor, czyli niewiele więcej ponad obecną wycenę giełdową (w piątek walory kosztowały 15,8 zł). Zdaniem zarządu Milmetu, zaproponowana cena jest godziwa. "Wezwanie jest zgodne z interesem spółki i nie wpłynie na żaden z istotnych parametrów jej funkcjonowania" - napisał zarząd w komunikacie. Holding napisał w komunikacie, że chce nadal rozwijać polską spółkę i inwestować na rynku butli technicznych. Wycofanie Milmetu z obrotu publicznego ma zapewnić większą elastyczność w realizacji tej strategii.
Część walorów znajduje się w rękach funduszy SEB TFI. Według danych zawartych w raporcie za IV kwartał, SEB mają 316 tys. papierów (ok. 10 proc. głosów na WZA). Czy fundusz odpowie na wezwanie? Wojciech Rostworowski, członek zarządu SEB TFI i dyrektor do spraw inwestycyjnych, twierdzi, że zaproponowana przez Czechów cena jest niska i nie odzwierciedla wartości spółki. - Jest niższa od wartości księgowej. Z drugiej strony, wezwanie jest możliwością wyjścia z mało płynnych papierów. Zastanowimy się, to trudna decyzja - mówi W. Rostworowski.
Czy Milmet żegna się już z GPW? - Spółka nie weszła na giełdę po kapitał. Chociaż dużo pieniędzy przeznaczamy na inwestycje, nigdy nie było konieczności, żeby sięgać do kieszeni akcjonariuszy - podsumowuje Andrzej Kwaśny z zarządu firmy.