Nordea Bank Polska miał w I kw. 8,1 mln zł zysku netto. To o 1,6 mln zł mniej niż w takim samym okresie ub.r., jednak prezes Włodzimierz Kiciński jest przekonany, że całoroczny wynik będzie lepszy niż uzyskany w 2005 r. Wówczas skonsolidowany zysk netto przekroczył 30,1 mln zł.

- Pomimo zmniejszającej się marży odsetkowej bank był w stanie utrzymać przychody na niezmienionym poziomie. Zwiększyliśmy wpływy z prowizji od kredytów i operacji kartami oraz przychody z operacji finansowych - wyjaśnił Kiciński. Przychody operacyjne banku były w I kw. (w porównaniu z początkiem ub.r.) na praktycz nie niezmienionym poziomie. Minimalny był wzrost kosztów.

Podobnie jak większość banków, Nordea planuje na ten rok rozbudowę sieci placówek. Ich liczba ma się zwiększyć o jedną czwartą, do 52 jednostek. - Większość będą stanowić placówki typowo sprzedażowe - zapowiedział szef banku.

Mimo kilkunastoprocentowego wzrostu wartości depozytów i kredytów skala działalności Nordei w Polsce jest wciąż bardzo mała. W końcu marca bank miał 5,94 mld zł aktywów. Sposobem na zwiększenie obecności byłoby przejęcie któregoś z konkurentów. Czy w grę mogłoby wchodzić odkupienie od UniCredito "mini-BPH"? - Nie zamykamy oczu na to, co dzieje się na rynku. Nordea ma wystarczające środki na sfinansowanie przejęć, ale decyzje będą zależeć do kierownictwa całej grupy - powiedział W. Kiciński.

Ze względu na niewielkie rozmiary polski bank ma niewielki wpływ na wyniki całej grupy (w I kw. miała 665 mln euro zysku netto). Ale, według prezesa, są szanse na to, by znaczenie Polski dla grupy wzrosło. W przyszłości możliwe jest przeniesienie do naszego kraju niektórych usług back-office. Od połowy ub.r. Spółka jest odpowiedzialna za rozwój technologii informatycznych w należących do Nordei bankach w krajach nadbałtyckich. Następnymi krokami mogłoby być rozliczanie transakcji klientów z republik nadbałtyckich w Polsce czy udostępnienie im gdańskiego call-center.