Komisja Europejska od dawna zapowiadała, że 16 maja poinformuje, jakie kraje od początku przyszłego roku będą mogły być przyjęte do strefy euro, a jakie do Unii Europejskiej. Ta druga kwestia okazała się jednak zbyt skomplikowana i o rozszerzeniu władze Unii przesądzą dopiero w październiku, a więc w ostatniej chwili. Do tego czasu na kraje kandydujące - Bułgarię i Rumunię - będą wywierane naciski, by energiczniej i skuteczniej przeprowadzały wymagane reformy. Chodzi przede wszystkim o upewnienie się, że zmiany w systemach wymiaru sprawiedliwości są już nieodwracalne, a zwalczanie korupcji jeszcze bardziej skuteczne niż dotychczas, zwłaszcza w Bułgarii.
Informując o przesunięciu terminu podjęcia ostatecznej decyzji Manuel Barroso, szef Komisji, zapewnił, że oba kraje mają jeszcze szanse wejść do wspólnoty 1 stycznia 2007 r. W Brukseli panuje przekonanie, że odrzucenie tych kandydatur spowodowałoby kryzysy, rządowe w Bukareszcie i Sofii i w rezultacie przerwanie procesów dostosowawczych. Wtedy przesunięcie granic Unii do Morza Czarnego uległoby znacznemu opóźnieniu.
Raporty o konwergencji
W kwestii rozszerzenia strefy euro niespodzianki nie było. Wspólną walutę od początku przyszłego roku prawie na pewno będzie mogła u siebie wprowadzić Słowenia, tak jak chciała. Litwa, która też zabiegała o ten termin, musi poczekać.
Takie wnioski płyną z opublikowanych wczoraj raportów o konwergencji, przygotowywanych równolegle przez Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny. Nie są to dokumenty decydujące o wejściu (lub nie) jakiegokolwiek kraju do strefy euro. Takie decyzje podejmuje Rada Unii w składzie szefów rządów i państw. Raporty Komisji i EBC informują jedynie o stopniu spełnienia kryteriów dopuszczeniowych.