Wczorajsza wyprzedaż polskiej waluty, to efekt opublikowanych kwietniowych danych o inflacji w USA. Wskaźnik CPI wzrósł o 0,6 proc. w relacji miesięcznej, natomiast inflacja bazowa (CPI core) o 0,3 proc. W obu przypadkach odczyt przekroczył średnią rynkowych prognoz, co zostało zinterpretowane jako czynnik zwiększający prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych przez Fed w czerwcu.
Oczekiwania na dalsze zaostrzenie polityki monetarnej w USA przełożyło się na silny spadek kursu EUR/USD, spadki na Wall Street i wzrost rentowności amerykańskich obligacji. Pośrednim efektem opublikowanych danych były spadki cen surowców.
Wymienione wyżej czynniki w sposób zdecydowany pogorszyły nastroje na emerging markets. Znalazło to odbicie nie tylko w wyprzedaży złotego, ale także w silnych spadkach na warszawskiej giełdzie. Indeks dużych spółek zakończył środową sesję 3,1 proc. zniżką.
Wczorajsze pogorszenie nastrojów na emerging markets dziś będzie zbierać dalsze żniwo. O godzinie 8:37 za euro trzeba zapłacić 3,9625 zł, natomiast za dolara 3,1103 zł, co oznacza odpowiednio wzrost o 2,6 i 2,1 grosza. W związku z oczekiwanym spadkiem kursu EUR/USD w dniu dzisiejszym (przynajmniej do 1,27 dolara - obecnie 1,2748 dolara), spadki złotego w ciągu dnia powinny się powiększyć. Najbliższy opór na EUR/PLN to 3,98 zł, natomiast na USD/PLN, jeżeli zostanie przełamana bariera podażowa na 3,11 zł, to dopiero 3,18-3,20 zł.
Dziś należy również oczekiwać spadków na giełdzie. Biorąc pod uwagę wczorajszą skalę przeceny na Wall Street, nawet dość wyraźnych spadków.