Dane o produkcji sprzedanej przemysłu, opublikowane wczoraj przez GUS, okazały się nieprzyjemnym zaskoczeniem dla ekonomistów i inwestorów. Według Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja sprzedana przemysłu była w kwietniu o 5,8 proc. wyższa niż przed rokiem. Średnia prognoz analityków bankowych, ankietowanych przez "Parkiet", wskazywała, że wzrost wyniesie blisko 10 proc.
Zdecydował kalendarz
Kwietniowy wynik był najgorszy od ośmiu miesięcy, a jednocześnie niemal o dwie trzecie słabszy od 16,4-proc. wzrostu w skali roku, jaki przemysłowi udało się osiągnąć miesiąc wcześniej. Ale ekonomiści niezbyt się tym przejęli. "Dane nie zmieniają całościowego obrazu gospodarki. Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach dynamika produkcji ponownie przekroczy 10 proc., potwierdzając trwałość ożywienia gospodarczego" - napisali w komentarzu dla klientów analitycy BRE Banku. - Produkcja była faktycznie słabsza do prognoz, ale to efekt czynników jednorazowych - ocenił Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
O jakie czynniki chodzi? Kwietniowy wzrost produkcji był niewielki, bo właśnie w tym miesiącu były w tym roku święta wielkanocne. To oznacza, że mieliśmy faktycznie jeden dzień roboczy mniej. A każda "wypadająca" dniówka pomniejsza wynik produkcji o mniej więcej 5 pkt proc. Gdyby to dodać do kwietniowego wyniku i jednocześnie "zdjąć" z tempa wzrostu w marcu (w ub.r. święta przypadły właśnie na ten miesiąc), okazałoby się, że różnicy właściwie nie było.
Ceny też zaskoczyły