Rado Ministrów, larum grają, a ty nie obradujesz? Ceny akcji spadają prawie codziennie, jednostki funduszy inwestycyjnych tanieją, pieniądze, jakie większość Polaków ma w funduszach emerytalnych, topnieją, i nie ma żadnego posiedzenia? Nie ma zafrasowanych ministrów, którzy nad tym radzą i poszukują wyjścia? Nie ma premiera Kazmierza Marcinkiewicza, który ze swoim zwykłym, zbolałym wyrazem twarzy pochyli się, zrozumie, pocieszy i obieca trochę pieniędzy? Gdzież jest interwencyjny skup akcji, gdzie rezerwy budżetowe, dzielone w tak gorącej chwili? Gdzie limity, plafony, dotacje i subwencje?
Poważnie. Oczywiście, nie jestem zwolennikiem interwencyjnego skupu akcji, choć pomysł był rzeczywiście realizowany, i to nawet w Japonii. Nie chciałbym, żeby konsylium ministerialne zajmowało się regulacją giełdy, bo wszyscy byśmy na tym stracili. Ale drażni mnie fakt, że spadają ceny akcji i topnieje moja emerytura, a rząd obiecuje kolejnym grupom kolejne miliardy złotych z moich - między innymi - podatków. Gdyby gracze giełdowi byli rolnikami, już w tej chwili na wyprzódki członkowie rządu biegaliby do kamer i przebijali się w kolejnych ofertach dorzucenia pieniędzy do tego pieca, który nazywa się rolnictwem. Gdyby inwestorzy byli lekarzami, mielibyśmy już dawno do czynienia z cudownym rozmnożeniem pieniędzy w typie "damy wam 5 mld zł, nie będzie wyższych podatków, nie powiększy się deficyt". Ale nie są. Więc w momencie, gdy ludzie tracą pieniądze, i to własne pieniądze, rząd dzieli ich przyszłe pensje, po raz kolejny ucinając procenty, i obwieszcza o tym z taką dumą, jakby co najmniej wynalazł koło. Znów zabrakło wyczucia.