Nie przebrzmiały jeszcze echa ostatniej przeceny i niesamowitej sesji wtorkowej, a już podaż zafundowała kolejną solidną dawkę negatywnych emocji. Rzecz jasna o szybkim powrocie hossy nikt nie marzył, ale natychmiastowe spadki (i to w takiej skali) zapewne zaskoczyły niejednego. Być może problem polegał na tym, iż po przedwczorajszym szalonym odreagowaniu, kiedy spółki odrabiały dwudziestokilkuprocentowe straty, rynek zbyt szybko uwierzył, że korekta należy już do historii. Prawdę mówiąc, były pewne przesłanki, aby wierzyć w nieco
dłuższe odreagowanie.
Zaliczyć do nich można
gigantyczny obrót podczas wtorkowych notowań, kształty, jakie
pojawiły się na wykresach spółek oraz indeksów, a także pewną pomoc ze strony rynku surowcowego, gdzie miedź zdrożała o 12 proc. - wszak fundamentem ostatnich zwyżek na GPW był KGHM.