Na dziewięć ostatnich sesji aż osiem zakończyło się spadkiem głównego indeksu. Tempo, w jakim notowania zniżkują, jest najwyższe od 1998 roku, kiedy przyczyną załamania był kryzys rosyjski. Czy to oznacza koniec bessy i definitywny koniec szans na powrót WIG20 do majowego szczytu? Na takie wnioski jest jeszcze za wcześnie. Na razie zniesiona została tylko ostatnia fala wzrostowa, obejmująca ostatnie dwa miesiące notowań. Przebita została przyspieszona, a później właściwa linia trendu, która "podpierała" wykres WIG20 przez ostatnie 12 miesięcy. Jednocześnie wzrostowa sekwencja zapoczątkowana w maju zeszłego roku (od tego momentu zwyżki istotnie przyspieszyła) została zredukowana w 38 proc. Zniesienie to pokrywa się z dołkiem wcześniejszej tegorocznej korekty, który znajduje się na 2730 pkt. To właśnie tego wsparcia popyt tak zaciekle bronił we wtorek. Wczorajszy spadek też nie spowodował
przełamania tej wartości.
Uważam, że dopóki wsparcie to broni się, powrót do szczytu
z 11 maja jest możliwy.
Z niższych wartości będzie to już bardzo trudne.