"Wyniki środowej sesji ponownie wprawiły inwestorów w minorowy nastrój. Indeks największych spółek kolejny raz spadł o więcej niż 4% i na dobrą sprawę trudno o szacowanie dna tej przeceny. Co raz częściej pojawia się słowo bessa, a osoby wieszczące powrót hossy zastrzegają się, że może to nastąpić po długim lub bardzo długim okresie wyczekiwania" - Monika Kosakowska, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
Analityk zwraca uwagę, że warszawska GPW wciąż zalicza się do grona rynków wschodzących, na których decydujący wpływ ma kapitał zagraniczny.
"Ta silna korelacja pomiędzy parkietami regionu sprawia, że mimo krajowych środków i woli zakupów, spadamy tak jak reszta rynków wschodzących" - czytamy w komentarzu.
"Dobrą informacją przed dzisiejszym otwarciem jest dodatni wynik sesji za oceanem, choć notowania znów miały dość nerwowy przebieg. Nie bez znaczenia jest także umacniająca się rano złotówka, na co swój wpływ ma wspomniane odbicie indeksów za oceanem" - uważa Kosakowska.
W środę na zamknięciu indeks największych spółek WIG 20 stracił 4,09% wobec poprzedniego zamknięcia i osiągnął poziom 2794.06 punktów. Obroty w notowaniach ciągłych wyniosły 2,01 mld zł. (ISB)