Saturn Nordic Holding, inwestor strategiczny zakładów mięsnych Sokołów, może wkrótce wycofać spółkę z giełdy i "wyrzucić" z niej innych akcjonariuszy, zachowując przy tym - jak twierdzi szef rady nadzorczej Saturna - jej czysto polski charakter. Nie wiem, jak to zrobi, ale ostatecznie nie o polskość tutaj chodzi, ale interesy właścicieli firmy. Także tych małych, z niewielką liczbą akcji. Z przymusowym wykupem nie jest tak prosto, jak się dużym inwestorom wydaje. Niby wszystko jest opisane w prawie i wiadomo, co i jak. Ale... To "ale" wynika z kilku wyroków sądowych i stanowiska Trybunału Konstytucyjnego. A ono jest jasne jak słońce: żeby wyrzucić akcjonariusza ze spółki, trzeba udowodnić, że działa on na jej szkodę - pisaliśmy o tym. W innym przypadku przymusowy wykup jest po prostu bezprawny - niezgodny z konstytucją i można go podważyć w sądzie. Wyrok Trybunału jest znakomitym orężem w ewentualnych sporach sądowych. Niestety, takie spory to dla małych akcjonariuszy - przynajmniej do czasu zmiany przepisów, co w związku z orzeczeniem Trybunału prędzej czy później będzie pewnie nieuniknione - jedyna ścieżka obrony interesów. Ale lepiej się bronić niż narzekać, że nikt tych interesów nie respektuje.
Innymi słowy, utyskiwania drobnych inwestorów, że wyrzuca się ich z Sokołowa i innych firm giełdowych (zresztą nie tylko giełdowych!) nie muszą oznaczać tylko czczej gadaniny. A duzi inwestorzy muszą nieco bardziej wnikliwie analizować polskie przepisy i ich wykładnię.
A propos wykładni. Akcje zawsze można odkupić od innych inwestorów. Wystarczy im tylko zaoferować odpowiednią cenę. Już Trybunał zauważył, że w tej kwestii jest ogromne pole do mediacji i to jej wyniki powinny decydować o tym, czy ktoś w spółce zostaje, czy nie. A nie czyjeś widzimisię.
Trwa wezwanie na akcje Milmetu, producenta butli gazowych, ogłoszone przez czeski Vitkovice Holding. Tu ciekawa jest inna sprawa, która zresztą też ma związek z poszanowaniem polskiego prawa. Kiedy inwestor strategiczny ogłosił chęć zakupu wszystkich pozostających poza jego kontrolą akcji i zaoferował za każdą 16 zł, zarząd spółki ocenił ofertę pozytywnie (podobnie jak zarząd Sokołowa propozycję Saturna). To ciekawe. Nawet Czesi poszli po rozum do głowy i podwyższyli cenę do 25 zł. Nie mieli zresztą wyjścia, bo niższa stawka byłaby niezgodna z przepisami.
Dlaczego? Bo Czesi kupowali już wcześniej akcje po tej właśnie cenie - 25 zł, więc w wezwaniu nie mogli zaproponować mniej. Ale o tym, że tyle płacili, wiedział też pewnie zarząd Milmetu. A mimo to, kiedy zaoferowali tylko 16 zł, uznał, że to dobre warunki. Ba, cenę określił jako "godziwą, a sposób jej określenia za zgodny z przyjętymi zasadami". To jasne, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia; zwłaszcza punkt widzenia zarządu, pozostającego na łasce i niełasce większościowego akcjonariusza. Ale to nie może oznaczać akceptacji dla działań łamiących prawo. Chyba że się tego prawa nie zna. Ale już Rzymianie twierdzili, że nieznajomość prawa szkodzi. Zarządowi pewnie nie zaszkodzi, skoro o jego składzie decyduje główny udziałowiec. Ale niewiele brakowało, by bardzo zaszkodziła drobnym inwestorom. Zarząd Milmetu nie skomentował już oferty 25 zł za akcję. Słusznie, skoro cena o 9 zł niższa była, jego zdaniem, godziwa...