Jednym z elementów rządowego pakietu ratunkowego dla służby zdrowia jest przerzucenie kosztów leczenia ofiar wypadków samochodowych na ubezpieczycieli sprawców tych wypadków. A to oznacza jedno - wzrost kosztów odszkodowań, a co za tym idzie i cen polis ubezpieczeń. A o ile wzrosną? Dokładnych danych o kosztach leczenia ofiar wypadków brak. Można je co najwyżej szacować. Na początku obecnej dekady roczne koszty funkcjonowania systemu ratownictwa medycznego - którego głównym zadaniem byłoby ratowanie ofiar wypadków drogowych - szacowano na ok. 800 mln zł. Jednak ustawa o ratownictwie medycznym nadal nie obowiązuje, więc danych tych nie zweryfikowało życie.
Co roku w Polsce dochodzi do około 50 tys. wypadków. Liczba rannych w ostatnich latach przekracza 60 tys. osób rocznie, równocześnie w wypadkach ginie 5-6 tys. osób. Ubezpieczyciele musieliby więc pokryć koszty zabiegów medycznych wobec nawet ok. 65 tys. osób rocznie - bo przecież ofiary śmiertelne też są często reanimowane.
A ile kosztuje leczenie takiej liczby ofiar? Dane NFZ za 2004 r. (raportu za 2005 r. brak) mówią o 13,2 mld zł wydatków na leczenie szpitalne. Według GUS, w 2004 r. co najmniej jedną noc w szpitalu spędziło ponad 3,6 mln dorosłych Polaków oraz prawie 550 tys. dzieci. Dzienną opieką szpitalną objęto 965 tys. dorosłych i 30 tys. dzieci. Łącznie więc kontakt ze szpitalem miało w 2004 r. prawie 5,2 mln osób. Oznacza to, że "przeciętny" pacjent kosztował szpital 2,5 tys. zł. Gdyby ofiara wypadku była równie kosztowna, jak przeciętny pacjent szpitalny, to wydatki na ponad 65 tys. ofiar wypadków wyniosłyby 160-170 mln zł. W ostatnich latach odszkodowania z tytułu OC stanowiły ok. 60 proc. składek. Gdyby ubezpieczyciele chcieli zachować tź relację, składki obowiązkowego OC musiałyby wzrosnąć o 250-280 mln zł, czyli 5-6 proc. Ale dodatkowo NFZ wydał w 2004 r. na pomoc doraźną i transport sanitarny 882 mln zł. Istotna część tych wydatków musiałaby być związana z wypadkami. W pesymistycznej wersji zmiany proponowane przez rząd kosztowałyby sektor ubezpieczeniowy nawet ok. 1 mld zł. Kierowcy musieliby więc zapłacić ponad 20 proc. więcej za swoje polisy OC. W optymistycznej wersji wzrost kosztów byłby zapewne o połowę mniejszy - tylko 500-milionowy. Ceny zaś wzrosłyby o co najmniej 13 proc.
Gdyby rząd był konsekwentny, to także koszty leczenia ofiar innych wypadków powinny być pokrywane przez sprawców, a więc w praktyce ich ubezpieczycieli. Dotyczy to złamań czy innych wypadków na śliskich lub nierównych ulicach, czy ofiar źle zamontowanych doniczek balkonowych. Koszty ubezpieczeń OC dla samorządów czy właścicieli posesji lub mieszkań także powinny wzrosnąć.
Wprowadzenie rządowych pomysłów wpłynie też na pozycję poszczególnych firm na rynku ubezpieczeniowym. Swoją pozycję umocnią zakłady z ponadprzeciętnym udziałem ubezpieczeń komunikacyjnych w portfelu - być może PZU znowu miałoby ponad 50-proc. udział w rynku.