Reklama

Przejażdżka ulicą bankową

Firmy bukmacherskie czeka w najbliższym czasie znaczący wzrost przychodów i zysków

Publikacja: 27.05.2006 09:44

Co kilka dni, jadąc do pracy, wybieram za trasę przejazdu ulicę Grójecką. Jest to jedna z największych warszawskich ulic - łączy Śródmieście z Aleją Krakowską, która (jak wskazuje nazwa) jest arterią wylotową na Kraków. Wybór jest spowodowany głównie problemami komunikacyjnymi. Kiedyś mieszkałem przy tej ulicy i uważnie obserwuję zachodzące tam zmiany.

Największą uwagę przykuwa odcinek pomiędzy kinem Ochota a ulicą Wawelską. Poczynając od Kina Ochota, są tam obok siebie placówki Banku Millennium, Eurobanku, GE Money Banku, mBanku, Dominet Banku. Za tym ostatnim za chwilę uplasuje się kolejny bank - zniknął sklep z tekstyliami i trwa właśnie remont. Dodatkowo po drugiej stronie ulicy uruchomił swoją placówkę Lukas Bank. Nieco dalej jest jeszcze BGŹ oraz po raz drugi Bank Millennium i Lukas Bank.

Z kronikarskiego obowiązku śpieszę jeszcze donieść, że oprócz banków uplasowały się na tym odcinku firmy zajmujące się organizowaniem zakładów bukmacherskich i totalizatorów piłkarskich. Są to STS Bukmacherskie Zakłady Sportowe oraz Totolotek Toto-Mix. Firmy bukmacherskie czeka w najbliższym czasie znaczący wzrost przychodów i zysków związany ze zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej. Temat wymagający oddzielnej analizy, a nie krótkiego felietonu. Wracając do ulicy Grójeckiej. Zniknęły także inne sklepy i lokale usługowe - nie ma sklepu z odzieżą skórzaną oraz sklepów spożywczych. Analizując zmiany można powiedzieć, że branże o dużej rentowności (obrotu) i kapitału - bankowość oraz gry i zakłady losowe wyparły branże o dużo niższej rentowności - sprzedaż detaliczna artykułów przemysłu lekkiego oraz handel artykułami spożywczymi. Sądzę, że podobne zmiany obserwujesz także Ty, Drogi Czytelniku. Także w Twojej okolicy powstała ulica, skwer lub rynek bankowy.

Zmiany na ulicach wymagają zmian czynszów. Właściciele - mając podpisane wstępne umowy - mogli zaproponować znaczące podniesienie stawek czynszu dotychczasowym najemcom. Tak duże, że niemożliwe do zaakceptowania przy dotychczasowej rentowności prowadzonego biznesu.

Jeden z moich znajomych jest - nie bójmy się tego słowa rentierem. Zarobił bardzo dużo, inwestując na giełdzie na przełomie 1993 i 1994 roku, wycofał się z rynku "dużo za wcześnie" i kupił kilka nieruchomości. Dużą część jego przychodów stanowią teraz czynsze z lokali użytkowych gdzieś w zachodniej Polsce. Nadwyżki, oczywiście z mniejszym lub większym powodzeniem, inwestuje na giełdzie. Opowiadał mi ostatnio o swoich negocjacjach z firmą sieciową zajmującą się dystrybucją prasy, książek i multimediów. Różnice dotyczyły ceny: on chciał 12 euro za metr kwadratowy, oni oferowali 10. Dyskusje zakończyły się, kiedy zgłosił się do niego przedstawiciel banku zajmującego się udzielaniem kredytów hipotecznych. Zaoferował umowę na 5 lat i 20 euro za metr. Znajomy podpisał umowę. Jak zawsze "dużo za wcześnie".

Reklama
Reklama

Zapytałem go, co będzie, gdy skończy się boom kredytowy. Wówczas przypomniał mi metamorfozę, jaką przeszła udzielająca kredytów firma Best. Kiedyś je udzielali - a teraz ściągają.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama