Co kilka dni, jadąc do pracy, wybieram za trasę przejazdu ulicę Grójecką. Jest to jedna z największych warszawskich ulic - łączy Śródmieście z Aleją Krakowską, która (jak wskazuje nazwa) jest arterią wylotową na Kraków. Wybór jest spowodowany głównie problemami komunikacyjnymi. Kiedyś mieszkałem przy tej ulicy i uważnie obserwuję zachodzące tam zmiany.
Największą uwagę przykuwa odcinek pomiędzy kinem Ochota a ulicą Wawelską. Poczynając od Kina Ochota, są tam obok siebie placówki Banku Millennium, Eurobanku, GE Money Banku, mBanku, Dominet Banku. Za tym ostatnim za chwilę uplasuje się kolejny bank - zniknął sklep z tekstyliami i trwa właśnie remont. Dodatkowo po drugiej stronie ulicy uruchomił swoją placówkę Lukas Bank. Nieco dalej jest jeszcze BGŹ oraz po raz drugi Bank Millennium i Lukas Bank.
Z kronikarskiego obowiązku śpieszę jeszcze donieść, że oprócz banków uplasowały się na tym odcinku firmy zajmujące się organizowaniem zakładów bukmacherskich i totalizatorów piłkarskich. Są to STS Bukmacherskie Zakłady Sportowe oraz Totolotek Toto-Mix. Firmy bukmacherskie czeka w najbliższym czasie znaczący wzrost przychodów i zysków związany ze zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej. Temat wymagający oddzielnej analizy, a nie krótkiego felietonu. Wracając do ulicy Grójeckiej. Zniknęły także inne sklepy i lokale usługowe - nie ma sklepu z odzieżą skórzaną oraz sklepów spożywczych. Analizując zmiany można powiedzieć, że branże o dużej rentowności (obrotu) i kapitału - bankowość oraz gry i zakłady losowe wyparły branże o dużo niższej rentowności - sprzedaż detaliczna artykułów przemysłu lekkiego oraz handel artykułami spożywczymi. Sądzę, że podobne zmiany obserwujesz także Ty, Drogi Czytelniku. Także w Twojej okolicy powstała ulica, skwer lub rynek bankowy.
Zmiany na ulicach wymagają zmian czynszów. Właściciele - mając podpisane wstępne umowy - mogli zaproponować znaczące podniesienie stawek czynszu dotychczasowym najemcom. Tak duże, że niemożliwe do zaakceptowania przy dotychczasowej rentowności prowadzonego biznesu.
Jeden z moich znajomych jest - nie bójmy się tego słowa rentierem. Zarobił bardzo dużo, inwestując na giełdzie na przełomie 1993 i 1994 roku, wycofał się z rynku "dużo za wcześnie" i kupił kilka nieruchomości. Dużą część jego przychodów stanowią teraz czynsze z lokali użytkowych gdzieś w zachodniej Polsce. Nadwyżki, oczywiście z mniejszym lub większym powodzeniem, inwestuje na giełdzie. Opowiadał mi ostatnio o swoich negocjacjach z firmą sieciową zajmującą się dystrybucją prasy, książek i multimediów. Różnice dotyczyły ceny: on chciał 12 euro za metr kwadratowy, oni oferowali 10. Dyskusje zakończyły się, kiedy zgłosił się do niego przedstawiciel banku zajmującego się udzielaniem kredytów hipotecznych. Zaoferował umowę na 5 lat i 20 euro za metr. Znajomy podpisał umowę. Jak zawsze "dużo za wcześnie".