Pierwotny program prac rządu Kazimierza Marcinkiewicza stanowił, że reforma podatkowa będzie gotowa w marcu. Rzeczywiście, ostatniego dnia miesiąca Ministerstwo Finansów przedstawiło założenia zmian ustawowych. W połowie kwietnia zostały one skorygowane, a zainteresowani mogli zapoznać się z pierwszym projektem zmian ustaw podatkowych.
Od tego momentu oficjalnie o planach resortu cicho, choć wiadomo, że korekty trwają. Wszyscy czekali więc na ten tydzień. W poniedziałek reformą miał się zająć komitet stały Rady Ministrów, w środę - rząd. W MF dowiedzieliśmy się jednak, że rozpatrzenie propozycji resortu przełożono na następny tydzień. To efekt zmiany na stanowisku wiceministra odpowiedzialnego za podatki. W środę odwołanego Mirosława Barszcza zastąpił Jarosław Neneman. - Muszę zorientować się, co jest do zrobienia, zapoznać się z pakietem podatkowym - tak nowy wiceminister mówił wówczas PAP. "Parkietowi" przyznał, że zanim projekty ustaw trafią na posiedzenie rządu, chce porozmawiać z wicepremier.
Estoński wariant?
Marzeniem nowego wiceministra jest reforma CIT na wzór Estonii. Od 2000 r. firmy nie płacą tam podatków od tej części zysków, które reinwestują. W pierwszych dwóch latach po reformie estońskie wpływy budżetowe z CIT spadły niemal o połowę. Trudno jednak ocenić, na ile to rezultat reformy, a na ile kryzysu gospodarki rosyjskiej. Od 2002 r. wpływy z podatków od osób prawnych zaczęły regularnie i szybko rosnąć. Co więcej, w zeznaniach podatkowych firmy zaczęły wykazywać znacznie większe dochody (łącznie około 12 mld koron estońskich, w porównaniu z niecałymi 4 mld koron, wykazywanymi wcześniej). Dla rządu w Tallinie to dowód na to, że reforma ograniczyła szarą strefę.
Akcyza i inne komplikacje