Przedstawiciele górniczych central związkowych spotkali się wczoraj z premierem, aby porozmawiać o udziale w zyskach za 2005 r. Także wczoraj w spółkach wydobywczych (Kompanii Węglowej, Jastrzębskiej Spółce Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym i pojedynczych kopalniach) prowadzono referendum w tej sprawie. Wynik nietrudno przewidzieć. Już do popołudnia wzięło w nim udział około 70 proc. załóg. Związkowcy grozili kolejnym "marszem" na Warszawę.
Dlatego też rząd, który do tej pory nie zgadzał się na dodatkowe wypłaty, zmienił zdanie. - To górnicy sprawili, że zysk został wypracowany. Podzielenie się z nim to uczciwe podejście - mówił wiceminister gospodarki Paweł Poncyliusz. Obie strony nie uzgodniły jeszcze sposobu podziału. - Chcemy, aby był podobny do tego, jaki zastosowano w przypadku rozliczeń za 2004 r. - stwierdził wiceminister.
Wtedy pracownikom JSW wypłacono 6,8 proc. z rekordowego zysku 1,5 mld zł. W Kompanii zgodzono się na wzrost wskaźnika wynagrodzeń o 1,8 pkt proc. Po 2005 r. w jastrzębskiej spółce zostało do podziału ponad 800 mln zł. Na nieco mniej mogą liczyć górnicy KW (zarobiła w 2005 r. 254 mln zł), KHW (około 80 mln zł zysku) i kopalni Budryk (5,5 mln zł).
Jednocześnie górnicy zgodzili się na uporządkowanie spraw socjalnych w kopalniach. Na obowiązkową wcześniejszą emeryturę ma przejść 1,3 tys. osób z central związkowych. W KW i JSW ma być podpisany jednolity układ zbiorowy pracy. Spółki wydobywcze mają także "wyprostować" patologie związane z handlem deputatami węglowymi (każdy pracownik ma prawo do około 6 t surowca rocznie). - Mamy nadzieję, że nastąpi przełom - mówi Dominik Kolorz, szef górniczej Solidarności. Do września rząd ma opracować długookresową strategię dla sektora.
Analitycy sądzą, że górnicze wypłaty to kolejny dowód na rosnącą presję płacową przed wyborami samorządowymi. "Może to oznaczać, że kolejne podwyżki są kwestią czasu. W tej sytuacji średni wzrost wynagrodzeń jesienią może być znacznie wyższy od notowanych obecnie kilku procent" - twierdzą ekonomiści BRE.