Mój ostatni komentarz do wykresu WIG20 pisałem 2 maja, czyli kilka dni przed utworzeniem nowego rocznego maksimum na poziomie 3348 pkt. Pisałem wówczas, że wyprzedaż jest mniej prawdopodobna niż konsolidacja na wysokim poziomie. Przestrzegałem jednak o możliwości zmiany nastawienia kapitału krótkoterminowego w stosunku do blue chipów WGPW.
W szczególności zwracałem miźdzy innymi uwagę na wysokie wówczas (a jak okazało się później jeszcze nie najwyższe w historii) ceny KGHM, Biotonu i największych banków. Mimo że wydawało się wtedy, iż panika jest bardzo odległa i rynek nie ulegnie załamaniu, w praktyce okazało się zupełnie inaczej. Indeks spadł w kilka sesji o kilkanaście procent, a sygnały sprzedaży wystąpiły praktycznie na większości wskaźników. Na wykresie średnie kroczące lada moment poprzecinają się; być może zbudujemy prawe ramię formacji H&S i zamiast kontynuować wzrosty, będziemy zastanawiać się, ile spadniemy. Na razie sytuacja nie wygląda jednak aż tak źle. Spadki zatrzymały się na wysokości 38-procentowego zniesienia dla impulsu trwającego od maja zeszłego roku. Niestety, na wykresie ze skalą arytmetyczną istotnie naruszona została linia trendu wzrostowego, podczepiona pod dołki z maja i września ubiegłego roku. Odpowiedź na pytanie o przyszłość trendu zależy od obrony tejże linii. Na sesji wtorkowej indeks największych spółek znów przełamał ją od góry, choć dopiero co wydostał się ponad nią. Jako filtr trzeba zastosować poziom wsparcia na wysokości około 2760 pkt. Raz już zadziałał (parę sesji temu), więc teraz nie należy bagatelizować jego znaczenia. Złamanie wsparcia może spowodować wyprzedaż w skali podobnej do ostatniej.
Jeśli chodzi o wzrost, to jeśli wystąpi, to jego zasięg oceniłbym na maksimum 3000 pkt. Niewiele wyżej znajdują się SK-15 i SK-45, a w obszarze tym pojawiła się luka bessy. Poziom 3000 pkt pokonaliśmy przy dużej euforii. Teraz, po okresie otrzeźwienia, ponowne przełamanie nie jest niemożliwe, ale zajmie to pewnie więcej czasu, a zwyżka nie będzie tak dynamiczna.