Nie spodziewam się, że na rynku warszawskim spadną ceny. Zmieni się jednak równowaga między popytem i podażą. Obecnie szacowany popyt roczny plasuje się na poziomie 30 tysięcy mieszkań, a podaż na poziomie 12 tysięcy. W wyniku takiej sytuacji dzisiejszy rynek należy do deweloperów. Klienci konkurują o mieszkania, a w wyniku wysokiego popytu na rynku rosną ceny, dzięki czemu marże deweloperów są wysokie.
Wcześniej czy później nastąpi wzrost podaży. Na rynek wchodzi coraz większa liczba graczy, którzy kupują nowe działki i będą realizować nowe inwestycje. Obecnie szybki wzrost podaży jest blokowany przez długi proces wydawania zezwoleń. To "wąskie gardło", które ogranicza podaż i spowalnia cały proces budowania, a także rozwój rynku. Jeśli decyzje będą wydawane szybciej, a to musi w końcu nastąpić, bo administracja będzie musiała rozwiązać ten problem, na rynku pojawi się więcej projektów.
W normalnej sytuacji na wzrost podaży rynek powinien odpowiedzieć obniżeniem cen. Jednak na warszawskim rynku tak się nie stanie. Ceny mieszkań w Warszawie powinny się ustabilizować, jednak nie spadną. Nowo budowane mieszkania będą kosztować więcej i deweloperzy wciąż nie stracą na ich sprzedaży. Znacząco jednak zmniejszy się zysk firm deweloperskich.
Rynek nieruchomości jest cykliczny, po dobrych czasach przychodzą gorsze. Nikt jednak nie jest w stanie dokładnie przewidzieć, ile taki cykl może trwać. Teraz ceny rosną, ponieważ ze względu na sytuację na rynku deweloperzy mogą wyżej wyceniać swoje inwestycje. W następnym etapie tak nie będzie. Deweloperzy będą musieli zadowolić się niższą marżą, i to przede wszystkim ich dotknie ta sytuacja. Głównymi wygranymi będą firmy budowlane. Sytuacja większej podaży będzie lepsza dla klientów, jednak wbrew pozorom niewiele na niej skorzystają, ponieważ nie spadną ceny. W konsekwencji jednak wzrośnie konkurencyjność rynku. Deweloperzy będą musieli znaleźć dla swoich produktów inny wyróżnik niż cena. Będzie to jakość.
Uważam, że popyt powinien zrównać się z podażą w ciągu 2-3 lat. Oczywiście, są to jedynie szacunki i okres ten może skrócić się lub wydłużyć - zależnie od umiejętności dostosowania się administracji. Musimy pamiętać, że miasto potrzebuje czasu na dostosowanie się do nagłego wzrostu liczby wniosków o wydanie pozwoleń na budowę.