Reklama

Wszyscy chcą podwyżek. A co z gospodarką?

Jeśli spełnią się wszystkie obietnice rządu, świadczenia w budżetówce wzrosną w przyszłym roku o ponad 10 mld złotych

Publikacja: 03.06.2006 08:27

Górnicy domagają się 180 mln złotych z zysków uzyskanych w 2005 roku przez spółki węglowe. Lekarze też czekają na podwyżki. Premier Kazimierz Marcinkiewicz obiecał im 800 mln już w tym roku. Minister Zyta Gilowska mówi, że od stycznia 2007 r. w budżecie znajdzie się dla nich co najmniej 4 mld zł. Nauczyciele liczą w przyszłym roku na pensje wyższe co najmniej o 5 proc. - tyle zapowiedział minister Roman Giertych. Emeryci również mogą dostać wyższe świadczenia. Ministerstwo Pracy przygotowało projekt ustawy waloryzującej emerytury i renty. Jeśli ta propozycja wejdzie w życie, w przyszłym roku z budżetu popłynie do nich prawie 5 mld zł.

Zabrać prywatnym,

oddać państwowym

Podsumowując, podwyżki w samej budżetówce mogą wynieść w przyszłym roku ponad 10 mld zł. Czy będzie to napędzać krajowy popyt? - Impuls popytowy związany z podwyżkami wynagrodzeń w sferze budżetowej jest w tej chwili trudny do oszacowania - mówi Piotr Bujak, ekonomista Banku Zachodniego WBK. - Wydaje się, że dzięki nim konsumpcja mogłaby rosnąć w tempie wyższym o ok. 0,5 proc. przez jeden, dwa kwartały. Ten impuls byłby krótkotrwały, bo szybko pojawiłyby się negatywne efekty. Za podwyżki w budżetówce ktoś musiałby przecież zapłacić - zauważa.

Ucierpi gospodarka

Reklama
Reklama

Analitycy rynku podkreślają, że chociaż większe płace napędzają konsumpcję, to może się to źle odbić na gospodarce. - Faktycznie mielibyśmy do czynienia z przepływem pieniędzy z tej części gospodarki, która generuje zyski, do części mniej wydajnej - wyjaśnia Piotr Bujak. - W konsekwencji efektywna część gospodarki miałaby trudniej. Byłoby to widać zwłaszcza, jeśliby gospodarka zaczźła zwalniać. Nie bździe przecież tak, że przy mniejszym wzroście gospodarczym nauczyciele czy lekarze zgodzą się na obniżki płac. A więc z sektora przedsiębiorstw cały czas będą musiały płynąć dodatkowe pieniądze dla budżetówki - uważa. Prezes NBP L. Balcerowicz już dzisiaj mówi, że wzrost płac w jednych sektorach wywoła taki sam skutek w innych działach gospodarki. Im więcej Polacy będą zarabiać, tym większych zakupów będą chcieli dokonywać. To jednak zwiększa ryzyko, że inflacja może się zwiększyć.

Stopy wzrosną?

- Trudno powiedzieć, jaki byłby wpływ podwyżek w budżetówce na inflację - mówi Maciej Krzak, ekonomista Societe Generale. - Tu wszystko zależy od stopnia wykorzystania mocy produkcyjnych. Z analiz NBP wynika, że możliwości produkcyjne krajowych firm są wciąż większe od popytu. To sugerowałoby, że skutki dla inflacji byłyby niewielkie. Co nie zmienia jednak faktu, że inflacja rosłaby szybciej niż w tej chwili się spodziewamy i że wcześniej nastąpiłyby podwyżki stóp procentowych w Polsce - dodaje.

Wydatki

socjalne znowu

szybko rosną

Reklama
Reklama

W Polsce warto protestować - z takiego

założenia wychodzą górnicy i za niecałe dwa tygodnie przyjadą na manifestację

do Warszawy. Jeśli rząd ugnie się pod ich

żądaniami, fala strajków może rozprzestrzenić się na inne branże. Spełnianie przez rząd kolejnych obietnic socjalnych poskutkuje większą dziurą w przyszłorocznym budżecie. Dodatkowo Ministerstwo Finansów

obiecuje obniżenie składki rentowej i reformę podatków, która zmniejszy wpływy do budżetu o ok. 11 mld zł. Redukcja składki, według

wicepremier Zyty Gilowskiej, oznacza,

Reklama
Reklama

że od początku przyszłego roku wszyscy pracownicy sfery budżetowej mogą spodziewać się pięcioprocentowej podwyżki płac.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama