W środę ministrowie finansów krajów Unii Europejskiej będą radzić, jak uniknąć oszustw w płaceniu VAT. Komisarz unijny ds. podatków László Kovács przypomniał niedawno, że rządy tracą już około 10 proc. należnych wpływów. Wszystko przez rosnący handel między państwami UE.
Tzw. transakcje wewnątrzwspólnotowe są opodatkowane według przepisów kraju nabywcy. To daje okazję do wyłudzeń, zwanych karuzelami VAT. Wyekspediowanie zwolnionego z podatku towaru za granicę i sprzedanie go kolejnym podmiotom (już z podatkiem w cenie) pozwala bowiem, przy odrobinie sprytu, na zatrzymanie całej sumy VAT w kieszeni. Im więcej pośredników przy wyłudzeniach, tym trudniej wykryć oszustwo. Nie tak dawno brytyjski Urząd Statystyczny alarmował, że część rekordowego w tym roku wzrostu eksportu Wielkiej Brytanii generują "karuzele". Tymczasem nikt dotąd nie szacował, jak popularne są tego typu oszustwa w naszym kraju.
Jedna z propozycji L. Kovácsa mówi o tym, aby nie płacić VAT przy każdej transakcji, tylko pobierać podatek dopiero przy sprzedaży towaru lub usługi odbiorcy końcowemu (przypomina to amerykański "sales tax"). Takie rozwiązanie - tzw. reverse VAT - daje interesujące efekty dla polskich firm. Ułatwia bowiem sprzedaż towarów na kredyt. Teraz firmy muszą rozliczać się z podatku do 25 dnia każdego miesiąca - nawet wtedy, gdy nabywca nie zapłacił za towar. W przypadku "reverse VAT" rośnie jednak trudność szacowania wpływów do budżetu państwa. Popularność tego wariantu tymczasem rośnie. Wielka Brytania chce go wdrożyć przy obrocie elektroniką. Austrii udało się to wcześniej - "reverse VAT" nałożono tam na niektóre usługi budowlane.
Dalej idącą propozycją Komisji Europejskiej jest traktowanie obrotu wewnątrzwspólnotowego tak jak zwykłych transakcji krajowych. Firmy bilansowałyby wtedy podatek należny z naliczonym. W takiej sytuacji rośnie znaczenie poziomu VAT. Polska, z jedną z wyższych stawek (22 proc., większy podatek płacą tylko Szwedzi i Duńczycy), na takiej reformie straci. Kto będzie chciał kupować produkty od naszych eksporterów, skoro nie odzyska potem całego podatku? KE oceniała kiedyś, że takie rozwiązanie ma sens, jeżeli stawki VAT nie różnią się więcej niż 1-2 pkt proc. Obecne rozbieżności to 10 pkt proc.
W 1993, kiedy uregulowano VAT w handlu między krajami UE, zdawano sobie sprawę, że zmiany będą konieczne. Nikt jednak do tej pory nie przeforsował nowego pomysłu. Polska, jak siź wydaje, wyczekuje, co ustalą inni. - Propozycje komisarza Kovácsa nie są przez nas jeszcze wystarczająco przeanalizowane. Harmonizacja stawek VAT nie wydaje się prawdopodobna - stwierdziła niedawno wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska.