Zawinił jeden e-mail i jedna strona internetowa. Z ich powodu oferująca usługi telefonii internetowej spółka Vonage, niedawny debiutant na giełdzie nowojorskiej, być może będzie zmuszona skupować akcje, które sprzedała wcześniej w ofercie publicznej.

Nie byłoby sprawy, gdyby debiut był udany. Tymczasem akcje Vonage, oferowane na rynku pierwotnym po 17 USD, spadły już prawie o jedną trzecią i kosztują tylko 11,5 USD. Dlatego coraz więcej inwestorów pragnie skorzystać z furtki, którą firma poniekąd sama im otworzyła. Dzień przed debiutem opublikowała oświadczenie, że z powodu błędów technicznych przy przeprowadzeniu oferty jej uczestnicy mogą od niej żądać odkupienia akcji.

Chodziło o brak w e-mailu rozesłanym do użytkowników swoich usług, a także na stronie internetowej poświęconej ofercie akcji odnośnika do aktualnego prospektu emisyjnego firmy. Ponadto w reklamach dotyczących oferty papierów nagranych na skrzynkach głosowych użytkowników dzwoniących za pośrednictwem Vonage zabrakło nazwiska i adresu osoby, gdzie można prospekt otrzymać. Oba uchybienia stanowiły naruszenie amerykańskiego prawa, dotyczącego emisji akcji co, zdaniem ekspertów, może dać udziałowcom prawo do żądania odkupienia papierów.

Podobne wpadki zdarzają się np. Google, jednak akcje większości debiutantów idą w górę i inwestorzy nie chcą zwrotu pieniędzy.

CNET, Bloomberg