Kurs notowanego na giełdzie w Pradze i wybierającego się na warszawski parkiet koncernu CEZ spadł wczoraj na zamknięciu prawie o 2,2 proc. Za jedną akcję płacono zaledwie 696,9 koron. Gdyby taka sytuacja powtórzyła się jeszcze raz, czeski gigant energetyczny może stracić (na rzecz Erste Banku) pozycję największej firmy notowanej na rynku w Pradze.

Wczorajsza przecena akcji CEZ-u może mieć związek z... wynikami piątkowo-sobotnich wyborów u naszych południowych sąsiadów. Ich efektem jest parlamentarny pat: kształtująca się centroprawicowa koalicja i lewicowa opozycja mają dokładnie taką samą liczbę miejsc.

To oznacza, że zwolennikom dokończenia prywatyzacji firm państwowych z liberalnej partii ODS, chadecko-ludowej KDU-CSL oraz partii Zielonych zapewne nie uda się przeforsować tego typu planów. Posłowie lewicy: socjaldemokraci z CSSD, a szczególnie komuniści z KSCM, są bowiem zażartymi przeciwnikami sprzedaży majątku państwowego. - Jedyną firmą, którą godzą się sprywatyzować socjaldemokraci, są

Czeskie Linie Lotnicze - zauważa Lenka Zlamalova, dziennikarka ekonomicznej gazety "Hospodarske Noviny". - Nie ma więc co oczekiwać, że prywatyzacja będzie postępować - dodaje. Zastopowanie tego procesu może, według niej, uderzyć w wycenę papierów koncernu CEZ.

W połowie maja CEZ wstrzymał czasowo plany debiutu na GPW. Niewykluczone, że parlamentarny pat w Czechach jeszcze bardziej oddali wejście koncernu na naszą giełdę.