W ubiegłym tygodniu Getin w prospekcie emisyjnym napisał, że z emisji blisko 22,5 mln nowych akcji spółka planuje pozyskać 150-175 mln zł. Sugerowało to widełki cenowe dla nowych akcji (serii K) na 6,67-7,78 zł. Jeszcze przed emisją, w raporcie bieżącym Getinu z 23 maja, spółka podała, że jej główny akcjonariusz, Leszek Czarnecki, który wspólnie ze swoją spółką zależną kontroluje prawie 70 proc. akcji, nie zamierza skorzystać z przysługujących mu praw poboru do nowych akcji. Niestety, jak się okazało w tym tygodniu, zarówno deklarację samego Czarneckiego, jak sam prospekt emisyjny zaledwie po kilku dniach można wrzucić do kosza.
W ostatnią środę spółka podała do publicznej wiadomości cenę emisyjną nowych akcji. Ustalono ją niespodziewanie nisko na 1 zł, podczas gdy na giełdzie kurs Getinu sięgał prawie 9 zł. Przedstawiciele spółki na spotkaniu z dziennikarzami dali do zrozumienia, że tak niska cena jest chęcią wynagrodzenia akcjonariuszom ostatnich spadków ceny akcji Getinu (emisja akcji K została bowiem skierowana do dotychczasowych udziałowców). Z tym, że beneficjentem niespodziewanie niskiej ceny nowych akcji będzie w największym stopniu dotychczasowy główny udziałowiec spółki. W środę po zamknięciu notowań giełdy Getin podał bowiem, że Leszek Czarnecki poinformował spółkę, że w związku z takim ustaleniem ceny emisyjnej, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, wykona prawo poboru tych.
Zdaniem analityków, zmieniając warunki emisji w trakcie jej trwania, pokazuje, że spółka ma - nie po raz pierwszy - olbrzymie problemy z przejrzystym przeprowadzeniem całego procesu.
Sprawą prospektu Getinu i postępowaniem głównego akcjonariusza spółki zajmie się Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. - Dokładnie wyjaśnimy wszystkie aspekty tej sprawy i sprawdzimy, czy nie doszło do naruszenia przepisów prawa. Sprawa ma kilka wątków i przed ich gruntownym zbadaniem trudno przesądzać o ewentualnej odpowiedzialności - powiedział "Parkietowi" Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG.
Komentarz