Mają prawo smucić się giełdowi gracze, bo trwająca od kilku tygodni korekta "skonsumowała" już ich całe tegoroczne zyski. Na najniższym poziomie od początku roku znalazł się wczoraj między innymi amerykański wskaźnik S&P 500 i francuski CAC40. Niewiele brakuje do tego niemieckiemu indeksowi DAX, a brytyjski FTSE-100 spadł poniżej poziomu z początku roku już parę sesji wcześniej. Wczoraj zniżkom na globalnym rynku akcji przewodziły jednak emerging markets (zresztą część z nich też już jest w tym roku na minusie), które najmocniej zareagowały na niespodziewane decyzje dotyczące stóp procentowych. W Turcji koszty kredytu wzrosły w czwartek o 175 pkt bazowych, a w Korei Płd. o 25 pb. Do tego doszła zapowiedź dalszego zacieśniania polityki pieniężnej w strefie euro, w której Europejski Bank Centralny podniósł wczoraj koszty kredytu po raz trzeci w ciągu pół roku. Drogi kapitał zniechęca do spekulacji, a ponadto wzmaga obawy o utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego. Wskaźnik rynków wschodzących oblicza- ny przez bank Morgan Stanley spadł wczoraj aż o 3,7 proc. Na giełdach zachodnioeuropejskich spadki sięgały 2 proc., a w USA indeksy straciły na otwarciu kilka dziesiątych proc. W Europie głębokiej przeceny doznały spółki surowcowe, którym zaszkodziła przecena metali i ropy. Kursy akcji BHP Billiton i Rio Tinto, potentatów górniczych, spadły o ponad 4 proc. Papiery naftowych BP i Shella straciły więcej niż 2 proc. Podobnie było za Atlantykiem - spadkom przewodziły takie firmy jak ExxonMobil, największy koncern paliwowy świata, oraz Alcoa, największy producent aluminium. Wyprzedawano także papiery produkujących procesory koncernów Intel i Advanced Micro Devices. Analitycy Citigroup obniżyli ich wyceny, tłumacząc, że zaszkodzi im wojna cenowa. Na trudne czasy inwestorzy wybrali papiery korporacji Procter&Gamble, która powinna naj- mniej ucierpieć w wyniku wychłodzenia koniunktury w gospodarce. Jej akcje drożały prawie o 2 proc.