Reklama

Kiedy nóż otwiera się w kieszeni

Kopiowanie i sprzedawanie cudzych artykułów to złodziejstwo. A ich świadome kupowanie to zwykła paserka

Publikacja: 10.06.2006 09:22

Nie należy być sędzią w swojej sprawie - twierdzą jedni. Pochwal się sam, bo nikt tego za ciebie nie zrobi - mówią inni. Rozdarty sprzecznymi uczuciami postanowiłem jednak zabrać głos w kwestii, która bezpośrednio dotyczy "Parkietu" i innych gazet. Przekonało mnie stanowisko dziennikarzy, z których wielu postuluje od dawna, aby zrobić coś w sprawie nagminnej kradzieży ich artykułów.

Wydawca mojej gazety złożył w sądzie pozew. Domaga się odszkodowania od jednej z firm, kopiującej artykuły i sprzedającej je wielu instytucjom i firmom. Nie jestem biegły w dziedzinie prawa autorskiego. Ponadto przepisy zwykle dają się interpretować na różne sposoby. Ale rozumujmy prosto. Dziennikarz, zatrudniany i opłacany przez wydawcę, pisze artykuł. Korzysta ze swojej wiedzy, zgromadzonych materiałów, baz danych oraz przez lata budowanych kontaktów. To żmudna i nielekka praca. Później ktoś inny korzysta z jego pracy i "produktu". Nie musi mieć wiedzy ani kontaktów. Nikomu nie płaci. Nie ponosi kosztów wydawania gazety. W zasadzie nie musi robić nic. Ma "gotowca". Kopiuje go i wrzuca do internetu. Stosuje różne kruczki prawne, ale chodzi chyba o jedno: sprzedać coś, co wytworzył ktoś inny, i dobrze na tym zarobić. Czyli z grubsza o to samo, co handlarzom płytami kompaktowymi na koronie Stadionu Dziesięciolecia, których notabene z własnej inicjatywy zażarcie ściga policja i prokuratura.

Opisywany przeze mnie proceder to - tak na chłopski rozum - złodziejstwo. Albo, jeśli ktoś jest zbyt delikatny, piractwo. Bezczelne i na dodatek chyba z próbą ukrycia go pod maską legalnych działań. Takich cwanych firm jest sporo i żerują na prasie, w szczególności gospodarczej, od lat. Ale zostawmy je na boku. Mam nadzieję, że policzymy się z nimi w sądzie.

Chodzi mi o coś innego. W sektorze finansowym ważne są nie tylko przepisy i procesy. W grę wchodzą jeszcze pewne standardy, nadto przejrzystość i przyzwoitość. Przynajmniej tak wynika z publicznych oświadczeń i deklaracji.

Mam wielu znajomych w firmach ubezpieczeniowych, bankach, instytucjach rynku kapitałowego, spółkach giełdowych, ba - w urzędach, najwyższych, ministerialnych nie wyłączając, gdzie z natury rzeczy prawo powinno być przestrzegane z wyjątkową starannością.

Reklama
Reklama

Czasem prowadzimy ożywioną dyskusję na temat naszych publikacji. Jak się okazuje, zwykle znajomi korzystają z internetowych serwisów, które bez naszej wiedzy i zgody odpłatnie rozpowszechniają artykuły "Parkietu". Te serwisy zamawiają ich firmy. Dzięki rozległym kontaktom mamy dużą i szczegółową wiedzę, do kogo w ten sposób trafiają nasze intelektualne dobra, a nawet za ile i które cieszą się szczególnym powodzeniem.

Efekt? Trudno byłoby mi wymienić branżę, czy grupę uczestników rynku finansowego, która nie czerpie w ten sposób z naszego dorobku pełnymi garściami.

Mogłem się przed laty uśmiechnąć z politowaniem na widok licznych kserokopii artykułów pochodzących z naszej gazety, rozpowszechnianych w jednym z najważniejszych dla rynku urzędów. Mogłem nawet w przypływie dobrej woli pomyśleć, że to wyraz troski o pieniądze podatników. To było przecież tylko takie prymitywne piractwo.

Ale bądźmy konsekwentni: jeśli kopiowanie i sprzedawanie cudzych artykułów to złodziejstwo, to świadome kupowanie takich "produktów" jest zwykłą paserką. Z wszelkimi tego konsekwencjami. I proszę nie udawać, że jest inaczej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama