WIG20 w minionym tygodniu stracił przeszło 6 proc. Znalazł się o ponad 2 proc. poniżej majowego dołka. Od majowej górki spadek przekracza już 18 proc. Przeciętnie licząc, praktycznie wszyscy, którzy w tym roku kupowali akcje, na nich tracą. Indeks jedynie na dwóch tegorocznych sesjach miał wyższą wartość niż na piątkowym zamkniźciu. Wiele wskazuje, że to nie koniec zniżki. Jeśli rzeczywiście pesymistyczne prognozy siź sprawdzą kolejny raz, przygoda Polaków z giełdą może siź zakończyć wielkim rozczarowaniem. Tym razem przybrała ona formź zainteresowania nie bezpośrednimi inwestycjami, a lokowaniem w fundusze.

Wszyscy znamy powiedzenie: "jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz". Teraz może ono odnosić się nie tylko do kupujących jednostki udziałowe funduszy inwestujących na giełdzie. Może też sporo kosztować same fundusze ze względu na możliwe spore rozczarowanie klientów, którzy zainteresowali się ich ofertą w tym roku.

Obecna sytuacja może zatem stać się też dobrą nauką dla szefów TFI. Można odnieść wrażenie, że krótkoterminowe zyski przesłoniły im wizje stabilnego, długofalowego wzrostu zainteresowania funduszami lokującymi na giełdzie. Nikt nie wskazywał zagrożeń, choć wiadomo było, że wzrost indeksów o 70-80 proc. w skali 12 miesiźcy nie jest typowy. Potem majowe spadki zalecano wykorzystywać do kupowania jednostek. Teraz okazuje siź, że oznaczało to wystawienie własnej wiarygodności na ciźżką próbę. Jeśli teraz udziałowcy funduszy zaczną wycofywać środki, będzie to ciężka próba także dla giełdy.