Na rynku międzybankowym euro jest coraz bliżej granicy 4 złotych. Wczoraj notowania doszły do poziomu 3,9920 PLN/EUR. Europejska waluta umocniła się o ponad dwa grosze (po południu złoty nieco odzyskał). Jeszcze gorzej złoty wypadł na tle dolara. Wobec amerykańskiej waluty strata przekraczała trzy grosze. W najgorszym momencie za dolara płacono 3,1720 zł. Skąd te spadki? - Od pewnego czasu o sytuacji na naszym rynku decyduje nastawienie inwestorów do całego regionu, szczególnie Turcji i Węgier. Te dwa kraje nie cieszą się uznaniem inwestorów, bo nie przekonują ich proponowane reformy - wyjaśnia Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska.

W trakcie weekendu węgierski rząd przedstawił plan ograniczenia deficytu budżetowego. Rynek przyjął go jednak niedobrze. W poniedziałek euro umocniło się z 264,5 do ponad 268 forintów. I to właśnie węgierska waluta pociągnęła za sobą złotego. Miała ułatwione zadanie. - Na rynku brakuje chętnych do kupowania złotego. Piątkowe zamieszanie związane z wicepremier Gilowską popsuło nastroje - mówi Jacek Wiśniewski. W piątek pojawiły się plotki, że Zyta Gilowska podała się do dymisji w związku z planami zmian w podatkach. - Nie ma co ukrywać, że rynki finansowe wiążą z osobą pani premier duże nadzieje. Uważają ją za gwaranta porządku w polskich finansach publicznych, więc jak takie plotki się pojawiają, to rzeczywiście chociażby w kursie złotego natychmiast widać ich efekt - powiedział w wywiadzie dla Radia PiN Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Według niego, gwałtowne osłabienie złotego nam jednak nie grozi. - Fundamenty naszej gospodarki są zdrowe. Mamy bardzo niski deficyt na rachunku obrotów bieżących. Mamy niską inflację i dobry wzrost - stwierdził członek RPP.