Widzimy kryzys dialogu społecznego w Polsce - mówi Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. - Konflikty się rozszerzają. Rząd łamie ustalenia i terminy, w których poszczególne problemy miały być rozwiązywane. Tak dalej być nie może. W związku z tym przygotowujemy się do skoordynowanego protestu wszystkich branż - twierdzi.
Co się może stać
W akcji mogą wziąć udział m.in. pracownicy górnictwa, energetyki (w tym gazownictwa), chemii ciężkiej, służby zdrowia, oświaty. Bardzo możliwe, że do protestów przyłączyliby się członkowie wszystkich organizacji należących do OPZZ. Uczestnictwa w protestach nie potwierdzają jednak członkowie NSZZ "Solidarność". Ich zdaniem, dopóki trwają rozmowy z rządem, nie można grozić protestami. Przedstawiciele prezydium OPZZ nie podają na razie terminu, w którym akcja miałaby się odbyć. Przyczyną wybuchu niezadowolenia społecznego może być fiasko rozmów w sprawie umowy społecznej, które odbędą się w poniedziałek między członkami Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych a premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem.
- Chcemy zjednoczyć siły. Akcje będą wyrażały niezadowolenie całego społeczeństwa. Rząd sam nas do tego prowokuje - mówi Jan Guz. - Może dojść do strajku w zakładach, demonstracji na ulicach w Warszawie albo we wszystkich miastach wojewódzkich - zapowiada.
Nie tylko górnicy