Ostatnio przypomniały mi się niedawne, dość kontrowersyjne, nominacje do naszej kadry narodowej w piłce kopanej. Cóż, może nie same nominacje, bo znawcą tematu nie jestem, więc nic mi one nie mówiły. Niemniej jednak uwagę moją przyciągnęła fala wypowiedzi (częstokroć domorosłych) komentatorów sportowych, która po rzeczonych nominacjach wystąpiła. W wypowiedziach tych dominowały dwa nurty. Przedstawiciele pierwszego twierdzili, że to trener podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność. Komentarze zaś ograniczyli do subiektywnej oceny szans polskiej reprezentacji w takim, a nie innym składzie. Drudzy natomiast, wyraźnie niezadowoleni, snuli mroczne wizje przyszłości, dodając jednocześnie, jak powinien wyglądać idealny (zwycięski oczywiście) skład zespołu.
Według powyższego schematu możemy opisać również dwie główne "szkoły" okołorynkowych komentarzy ekonomicznych. Do jednej z nich należą ci, którzy biorąc dostępny zestaw informacji starają się na tej podstawie wysnuć wnioski, sformułować prognozy bądź, jak to zwykle czyni autor niniejszego tekstu, po prostu się trochę powymądrzać. Natomiast w drugiej grupie komentarzy ich autorzy - podobnie jak wymienieni wyżej kibice-malkontenci - dają wyraz dezaprobaty w stosunku do decyzji z zakresu polityki gospodarczej i proponują swoje rozwiązania. Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by stwierdzić, że do tej drugiej grupy należą przede wszystkim pojawiające się cyklicznie nawoływania o wzrost lub spadek stóp procentowych banku centralnego.
Oczywiście, mamy demokrację i każdy może mówić co chce. W szczególnym wymiarze dotyczy to komentatorów rzeczywistości gospodarczej, którzy - jak twierdzą prześmiewcy - są gadatliwi (pisatliwi?) ponad wszelką miarę. Jednak czytając kolejny tekst z cyklu, "co według autora stać się powinno, aby nam wszystkim było lepiej", pojawia mi się chytra i natrętna myśl, że tak jak krytykujący kibice z chęcią widzieliby się w roli trenera-selekcjonera, tak autorzy apeli ekonomicznych mogą mieć niejakie aspiracje z zakresu polityki gospodarczej. Systematycznie zdławiam jednak w sobie takie myśli i sięgając do niezmierzonych pokładów pozytywnego myślenia, wciąż dostrzegam w takich przykładach normatywnej analizy wkład do debaty nad żywotnymi dylematami gospodarczymi.
Główny ekonomista Fortis Banku