AMF, francuski regulator rynku kapitałowego, od kilku tygodni sprawdza, czy w handlu akcjami firmy European Aeronautic Defence & Space (EADS) nie doszło do nadużyć.

O EADS zrobiło się głośno w środę, gdy Airbus - firma, w której EADS ma 80 proc. udziałów - poinformował o kolejnych opóźnieniach w dostawach maszyny A380, największego samolotu pasażerskiego świata. Akcje EADS w jeden dzień spadły o 26 proc., a kapitalizacja firmy stopniała o 5,5 miliarda dolarów.

Jeden z dwóch dyrektorów generalnych EADS i szef Airbusa Neol Forgeard przyznał w piątek w jednym z wywiadów radiowych, że wiedział o opóźnieniach już w kwietniu. Zwlekał jednak z poinformowaniem inwestorów do czasu zakończenia wewnętrznego audytu przez firmę konsultingową. To rzuciło na Forgearda cień podejrzeń, bo w marcu zrealizował opcję sprzedaży akcji swojej spółki i zainkasował 2,5 mln euro. Papiery sprzedawały też jego dzieci. - W marcu nie wiedzieliśmy, że jest jakiś problem z A380. Wiedzieliśmy jedynie, że ścigamy się z czasem - tłumaczył się w piątek 59-letni prezes.

Inwestorzy nie są pewni, czy Forgeard nie wykorzystał informacji poufnych. Czekają na wyniki śledztwa prowadzonego przez AMF. Część jednak już szykuje się do wojny o odszkodowania. - Szefowie EADS są uprzywilejowani, jeśli chodzi o informacje dotyczące opóźnień A380 - powiedział agencji Bloomberga Frederik Karel Canoy, jeden z prawników reprezentujących akcjonariuszy, którzy chcą skarżyć prezesów o odszkodowania.

Bloomberg