- Bankructwo nie rozwiązałoby kłopotów General Motors. To zły pomysł - uważa Rick Wagoner, dyrektor generalny największego koncernu motoryzacyjnego świata.
Rick Wagoner, zapytany w jednym z telewizyjnych show o takie właśnie rozwiązanie problemów spółki, odparł: - General Motors w stanie bankructwa byłby firmą, która sprzedawałaby znacznie mniej pojazdów. Jeśli byłbyś klientem, pomyślałbyś dwa razy, zanim zdecydowałbyś się na zakup samochodu naszej produkcji.
Sporo obserwatorów uważa, że ogłoszenie upadłości i wejście pod parasol ochronny przed wierzycielami, pozwoliłoby koncernowi, który zeszły rok zamknął ze stratą ponad 10 mld USD, zmniejszyć m.in. zobowiązania dotyczące programów emerytalnych i opieki zdrowotnej opłacanych amerykańskim pracownikom. Tylko z tego drugiego tytułu GM wyda w tym roku aż 5,5 mld USD. Wielu analityków podziela jednak pogląd Wagonera: te koszty udałoby się ograniczyć tylko częściowo, a popyt na auta GM mocno by spadł.
A to byłaby katastrofa. GM i tak regularnie traci udział w amerykańskim rynku motoryzacyjnym, głównie na rzecz producentów azjatyckich. - Jeśli chodzi o udział w rynku w USA, od wielu lat jesteśmy pod presją. Myślę, że jest to w dużej mierze efekt globalizowania się branży i otwierania rynku motoryzacyjnego - stwierdził Wagoner, który kieruje firmą od sześciu lat. Wierzy, że GM jest na dobrej drodze do wyjścia na prostą - w I kwartale koncern miał zysk, a w tym roku koszty mają spaść aż o 7 mld USD. Dzięki atrakcyjnym odprawom, GM stopniowo pozbywa się pracowników, którym trzeba by płacić wysokie świadczenia.
Bloomberg