- Tak.
- Nie. To niemożliwe. Nigdy nie pracowaliśmy na "contingency". Ostatnia rata jest na "success fee", ale to tylko jedna trzecia kwoty.
- Dlaczego? Przecież mam ofertę pana konkurenta na takich właśnie warunkach.
- Pracuję inaczej. Jeśli idzie pan do sklepu i bierze towar, który panu odpowiada, to nazywa się "contingency". Jeśli idzie pan do swojego prawnika z problemem, to prawnik przygotuje opinię. Jeśli opinia mówi, że problem jest nie do rozwiązania, to mimo wszystko musi pan za nią zapłacić. To się nazywa "retention fee". Ja jestem doradcą, a nie sklepikarzem.
- To niemiłe dla pana konkurencji. Oni też mają ładne referencje.
- Nie wątpię. Oni odpowiadają innym potrzebom. Proszę jednak zauważyć trzy najważniejsze mankamenty metody poszukiwania na zasadzie "contingency". Po pierwsze, przez to, że pan płaci na koniec, zawiera to element ryzyka dla konsultanta. Nie może pan liczyć na jego pełne zaangażowanie. Zwłaszcza jeśli konsultant postrzega duże ryzyko niepowodzenia. Po drugie, konsultant pracujący w całości na prowizję będzie pod wielką presją, żeby zamknąć transakcję. Może nawet ukrywać wady kandydata, jakie mogą zagrozić procesowi rekrutacyjnemu. Po trzecie, konsultantowi będzie zależało, żeby jako pierwszy przedstawił odpowiedniego kandydata. Będzie skłonny namawiać zbyt ostro kandydatów do złożenia aplikacji, nie badając przy tym ich pełnej motywacji.