Kiedy u steru polityki i gospodarki byli specjaliści z AWS, afera goniła aferę. Kiedy u steru było SLD, sytuacja - choć wydawało się to prawie niemożliwe - stała się jeszcze gorsza. Aferom po prostu nie było końca. W jednym i drugim przypadku w tle niektórych czaiły się ponoć służby specjalne, zwłaszcza gdy szło o pieniądze i biznes.
W ostatnich miesiącach mieliśmy chwilę oddechu. Coś rzeczywiście zmieniło się na lepsze. Warto to docenić. Teraz atmosfera trochę się jednak popsuła, z tym tylko że nie tyle za sprawą polityków, co raczej biznesmenów z politycznym namaszczeniem. Obojętnie, czy nowy prezes PZU ma coś na sumieniu, czy ktoś - znowu pojawiają się plotki o służbach, to chyba jakieś nasze przekleństwo - próbuje mu przypiąć łatkę, sytuacja przypomina tę z przeszłości. Tak oto idea wprowadzania do dużego biznesu ludzi nieznanych, ale miejmy nadzieję ambitnych i zdolnych, może spalić na panewce. Nie byłoby to dobre - inaczej będziemy się zawsze obracać w kręgu kilkudziesięciu, może kilkuset, tych samych osób, prawie już nomenklaturowych specjalistów od zarządzania wszystkim, w każdym czasie i miejscu.
Paradoks polega jednak na tym, że w ostatnich latach chyba tylko pojawienie się Stypułkowskiego w zarządzie PZU nie wzbudziło specjalnych kontrowersji i nie tworzyło "aferalnego" klimatu. Oczywiście, pomijając ostatnie - jeszcze niepotwierdzone - "billboardowe" zarzuty Jacka Kurskiego, które zresztą pojawiły się dopiero po odejściu Stypułkowskiego. Nowa władza ma kłopot nie tylko z PZU. Powołany niedawno prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, strategicznej dla państwa spółki, nie ma dostępu do materiałów poufnych. To też jest zjawisko dosyć kuriozalne w normalnym kraju.
Kłopotów pewnie by nie było, gdyby nie osławiona krótka ławka koalicjantów. Ze stanowiskami politycznymi jakoś poszło - nawet w ministerstwie rybołówstwa. Z biznesem już nie idzie tak łatwo. Szkoda że próba poradzenia sobie z tym problemem w przypadku PZU skończyła się w gruncie rzeczy niefortunnie. Krótka ławka tłumaczy liczne wakaty bądź utrzymywanie się na stanowiskach w radach i zarządach największych nawet przedsiębiorstw osób, za którymi nowa władza, delikatnie mówiąc, nie przepada. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że górę biorą względy merytoryczne.
Paweł Janas, trener naszej kadry, wykonał jeden prawidłowy ruch: tuż przed mundialem chciał poszerzyć ławkę i rozejrzał się za nowymi graczami, nie bacząc na znajomości, wiek, koneksje i zasługi. To decyzja, której nie można mu mieć za złe i która może zaprocentować w przyszłości. Szkoda że jedyna taka.