Zaskakujące efekty przyniosło wczorajsze spotkanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z naukowcami i twórcami w jednej z warszawskich księgarni. Dyskutowano o losach ryczałtowych kosztów uzyskania przychodów, które - zgodnie z projektami zmian podatkowych przyjętych przez rząd - mają być ograniczone.
- Ta sprawa jest załatwiona, tego uderzenia w środowiska twórcze z całą pewnością nie będzie - oświadczył J. Kaczyński. Tym samym oficjalnie zakwestionował decyzje Rady Ministrów. Przyjmując projekty ustaw podatkowych rząd zgodził się, że osobom zarabiającym na korzystaniu z praw autorskich będzie przysługiwać 20 proc. kosztów uzyskania przychodów. Teraz do podatku mogą nie wliczać aż połowy wynagrodzeń. Decyzja rządu była i tak kompromisem. Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska naciskała przecież na całkowitą likwidację ryczałtowych kosztów, uznając je za patologiź systemu podatkowego. Powód? Korzysta z nich wiele osób pracujących na umowy o dzieło, niezależnie od tego, czy są naukowcami (na przykład dziennikarze).
Premier Kazimierz Marcinkiewicz starał się bagatelizować różnicę zdań między rządem a PiS-em. - Element, o którym mówimy, jest zupełnie niewielkim, drobnym rozwiązaniem. Dyskusja nad nim zaciemnia obraz całości zmian podatkowych - powiedział.
Przyznał jednocześnie, że "prowadzi analizy" i "szuka recepty" na rozwiązanie problemu. - Z możliwości odliczania podatku korzystają nie tylko te grupy zawodowe, dla których została ona skierowana. Do końca tygodnia będę analizował, kto korzysta i jak to wpływa na budżet - powiedział premier Kazimierz Marcinkiewicz.
Wypowiedź premiera sugeruje, że jego koncepcja to ograniczenie podmiotowe stosowania ryczałtowych kosztów. Eksperci ostrzegają jednak, że może być to trudne. - Próba określenia w ustawie, kto jest artystą czy naukowcem, a kto nie, nastręczać może podobne trudności co definicja samochodu ciężarowego. Niby każdy intuicyjnie zna różnicę, ale prawne rozróżnienie jest bardzo trudne - mówi Ryszard Sowiński, ekspert Instytutu Sobieskiego. Niewykluczone jest także zawieszenie reformy do momentu większych podwyżek płac w szkolnictwie wyższym.