Słabość warszawskiej giełdy w ubiegłym tygodniu zaskoczyła najbardziej zatwardziałe niedźwiedzie. Gdy na giełdach z regionu następiło silne odreagowanie ostatnich spadków, w Warszawie tylko otwarcia były korzystne dla posiadaczy akcji. Dobre dane o produkcji zostały szybko zneutralizowane zdymisjonowaniem Zyty Gilowskiej, co definitywnie utwierdziło zagranicznych inwestorów o słuszno?ci "ewakuacji" z Polski. Reklamowane tanie państwo nie za specjalnie wychodzi koalicji rządzącej, a wielkie rozdawnictwo pieniędzy zaniepokoiło agencję ratingowę Standard & Poor?s. Zapewne zwiększenie deficytu budżetowego zaowocuje obniżeniem ratingu dla Polski, tak więc nie może dziwić brak kupujących na rynku akcji czy obligacji. Nie brakowało natomiast chętnych do sprzedaży naszej waluty.

Powszechne oczekiwanie na kolejną falę wyprzedaży naszych akcji najwyraźniej sparaliżowało kupujących. Czwartkowa sesja z wysokim otwarciem i minimalnym zamkniźciem indeksów pokazuje najlepiej nastroje panujęce na rynku. Wielka nerwowość i loteryjność ma szansę zagościć na naszym parkiecie na dłużej. Brak popytu jest coraz bardziej charakterystyczny dla przebiegu ostatnich sesji giełdowych. Kupno pojawia się wybiórczo na poszczególnych walorach i dotyczy bardzo węskiego grona spółek. Pozytywnie zaskoczyło PKO, a także mocno przeceniony w ostatnim okresie PKN i KGHM. Notowania ostatnich spółek poprawiły się w reakcji na zwyżkę surowców. Nie przywięzywałbym wagi do trwałości ostatniego podbicia. W obecnej sytuacji najbardziej prawdopodobne sę duże zmiany indeksów. Nie skazywałbym tak łatwo naszego rynku na spadek tym bardziej, że większość analityków tego oczekuje. Tak kiepskich nastrojów dawno nie było. Myślę, że to może być dobry moment na pierwsze zakupy. Minister finansów odeszła, jest duże ryzyko polityczne i "szansa" na obniżenie ratingu przez S&P, armageddon na walucie, czyli: "je?li to nas nie zabije, to na pewno wzmocni". Jest grupa spółek, których akcje już nie mają ochoty spadać, nawet podczas panicznej wyprzedaży. Można zatem, ale bardzo selektywnie, spróbować wejść na rynek.