Tak stabilnych notowań na rynku miedzi nie było już dawno. W minionym tygodniu zamknęły się w przedziale 6700-6800 USD za tonę (transakcje z dostawą za trzy miesiące na Londyńskiej Giełdzie Metali), podczas gdy w poprzednich tygodniach nierzadko zmieniały się nawet o 400 dolarów w ciągu jednego dnia. W piątek po południu płacono po 6740 USD. Ponad 25-proc. spadek cen miedzi od połowy maja został wywołany obawami, że podwyższanie stóp procentowych na świecie przyczyni się do schłodzenia koniunktury gospodarczej i obniży zapotrzebowanie na metale. Inwestorzy trwają przy tym poglądzie, a dodatkowym czynnikiem zniechęcającym do zakupów jest też umacnianie się dolara. Gdy amerykańska waluta drożeje, notowane w niej surowce stają się droższe dla odbiorców spoza USA, co może przełożyć się na spadek popytu.

W trakcie piątkowej sesji ceny wzrosły na moment po opublikowaniu danych o stanie zapasów miedzi w magazynach monitorowanych przez LME. Te zapasy skurczyły się w minionym tygodniu o 9,3 proc., czyli najmocniej od października. Wszystko się jednak zbilansowało dzięki informacjach o wzroście zapasów monitorowanych przez giełdę w Szanghaju. Zwiększyły się w minionym tygodniu o 6 proc. Większość analityków przewiduje jednak, że to właśnie za sprawą niedostatecznej podaży miedzi w najbliższych dniach jej notowania wzrosną. Część wielkich koncernów miedziowych ma problemy z pracownikami, którzy grożą strajkami. Tak jest m.in. w należącej do BHP Billiton największej na świecie kopalni Escondida w Chile, która odpowiada za 8 proc. światowej produkcji.