Pracownicy Kompanii Węglowej zdołali wyegzekwować wypłaty z ubiegłorocznych zysków spółki. Zarząd KW musiał jednak wypłacić je w bonach w kwocie 500-750 zł, bo okazało się, że pieniądze zostały już zagospodarowane na pokrycie długów z ubiegłych lat. Śladem górników ruszą wkrótce pracownicy z innych kopalń. Górnicy domagają się w tej chwili w sumie 180 mln zł jako udziału z zysków. Zdaniem Jarosława Górskiego, eksperta z Instytutu Sobieskiego, ich żądania mogą przyczynić się do pogorszenia sytuacji kopalń. - Zagospodarowane zyski, w zestawieniu z wynegocjowanym niedawno przez górników porozumieniem może zahamować inwestycje, a także opóźnić spłatę zobowiązań przez kopalnie względem swoich dostawców - twierdzi Górski.
Stracą windykatorzy
Tu pojawia się problem dla firm windykacyjnych, które występują w imieniu swoich klientów. - Nie mamy co prawda w posiadaniu zbyt wielu wierzytelności na kopalnie, ale rzeczywiście niekorzystna sytuacja górnictwa wpływa na ich wartość - twierdzi Witold Przybyła, dyr. ds. windykacji w spółce Indos Chorzów. - Odkupiliśmy je za 95 proc. wartości długu. W tej chwili rynek wycenia je na jakieś 60 proc. Gdybyśmy chcieli je teraz sprzedać, stracilibyśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych - szacuje Przybyła. Wyjaśnia przy tym, że przecena wynika z faktu, że na rynku wierzytelności istnieje obawa przed większą trudnością w wyegzekwowaniu należności od kopalń. Bardziej optymistyczny w tej materii jest Michał Nawrot, wiceprezes Centrum Finansowego Premium. - Myślę, że nie ma powodu do obaw. Państwo bez przerwy umarza długi kopalń, jednocześnie stale je finansując. To stwarza niemal pewność, że prędzej czy później dług zostanie wyegzekwowany. - zaznacza. Taki stopień pewności mogą jednak mieć te firmy, które windykują zasądzone już nakazy zapłaty. - W gorszej sytuacji będą te firmy, które obsługują wierzytelność w postępowaniu przedsądowym, czyli polubownym. Ten tryb, jak wiadomo, może ciągnąć się latami - twierdzi Tomasz Górczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Presco.
Długów jest mniej
Według szacunków przedstawicieli z tej branży, obroty wierzytelnościami na kopalnie wynoszą kilka milionów miesięczne. Nie jest to dużo w odniesieniu do skali obrotów długami innych podmiotów gospodarczych. Wynika to przede wszystkim z faktu, że kopalnie w swych umowach z kontrahentami zastrzegają sobie na ogół zakaz cesji, czyli przeniesienia wierzytelności na inne podmioty. O ile potężne przedsiębiorstwa mają większe szanse na szybszy zwrot swoich pieniędzy, nie pozwalając sobie narzucić takiego zapisu, o tyle drobni dostawcy muszą liczyć się z opieszałością dłużnika. Aby przyspieszyć zwrot swoich zobowiązań, decydować się mogą jedynie na wierzytelność ukrytą, czyli przekazanie firmie windykacyjnej pełnomocnictwa do egzekucji należności (według znawców rynku ta metoda stanowi około 70 proc. ogółu wierzytelności na kopalnie). Windykator wszczyna postępowanie egzekucyjne na rzecz klienta. To działanie jednak jest dość ryzykowne, bo dostawcy boją się, że zrażą do siebie kopalnie będące ich odbiorcami.