Po ostatnim tygodniu wszyscy mamy prawo poczuć się zdezorientowani. Poniedziałek rozpoczynaliśmy pełni obaw po tym, jak w poprzedni czwartek wykres WIG20 odbił się od spadkowej linii trendu, opisującej całą majowo-czerwcową przecenę. Na tej podstawie można było oczekiwać testu czerwcowych dołków. Jednak zamiast spadku, doczekaliśmy się największej jednosesyjnej zwyżki WIG20 od czterech i pół roku i wzrostu indeksu ponad 10 proc. w skali całego tygodnia. Poprzednio granica ta zostało przekroczona w pierwszym tygodniu 2002 roku. Zatem wracamy do hossy? Nim wskażę kilka przesłanek skłaniających do negatywnej odpowiedzi na to pytanie, zaznaczam, że podobna dezorientacja nie jest tylko udziałem krajowych inwestorów. Oto na rynku amerykańskim z jednej strony inwestorzy otrzymali silne ostrzeżenie, po tym jak Nasdaq Composite przełamał 2-letnią linię trendu wzrostowego, z drugiej - w czwartek notowania (po 17. kolejnej 25-punktowej podwyżce podstawowej stopy procentowej przez Fed) podskoczyły najmocniej od wiosny 2003 roku.

Mimo tak znaczącej skali zwyżki, do majowego rekordu wszech czasów WIG20 wciąż jeszcze dzieli 15 proc. Zwróciłbym uwagę na kilka czynników, które stanowić mogą przeszkodę w pokonaniu tego dystansu. Za zwyżką notowań dużych spółek w niewielkim tylko stopniu poszedł szeroki rynek. Indeks MIDWIG zyskał w ciągu tygodnia niecałe 5 proc., WIRR tylko 3 proc. Różnica między tygodniową zmianą WIG20 i MIDWIG oraz WIG20 i WIRR była najwyższa od początku 2003 roku. Można założyć, że gdybyśmy mieli rozpoczynać kolejną falę hossy wynikającą z korzystnych uwarunkowań fundamentalnych, proporcje w zwyżce indeksów powinny faworyzować MIDWIG i WIRR. Silnie rosnąca dotychczas siła relatywna WIRR/WIG20 po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy zanotowała ponad 10-proc. spadek i znalazła się na najniższym poziomie od dwóch miesięcy.

Zwracam uwagę, że przeszło 10-proc. zwyżka WIG20 w ciągu tygodnia zdarzyła się także w czerwcu 2000 r. (po zakończeniu długoterminowego trendu wzrostowego). Jedną z wyższych w historii 5-sesyjnych stóp zwrotu indeks dużych spółek zanotował we wrześniu 1998 r. (niemal 20 proc.), a już w kolejnym miesiącu zamknięcie sesji wypadło w okolicach 1 tys. punktów i było najniższe od 2 tygodni. Skala zwyżki nie przesądza zatem o tym, że wracamy do długoterminowego trendu wzrostowego. Rynkowe wydarzenia z ostatnich dni równie dobrze pasują do scenariusza zwodniczej korekty w korekcie długoterminowego trendu wzrostowego.

Dlatego z ogłoszeniem powrotu do hossy nie ma się co spieszyć. Sytuacja techniczna WIG20 wprawdzie istotnie się zmieniła, ale nie są to zmiany sygnalizujące trwałą zwyżkę. Nie mając za sobą żadnej praktycznie konsolidacji, indeks będzie się w nadchodzącym tygodniu mierzyć z istotnymi oporami. Wynikają one z konsolidacji z przełomu maja i czerwca oraz 62-proc. zniesienia czterotygodniowej fali spadkowej. Ta ostatnia bariera znajduje się na wysokości 3050 pkt i dopiero po jej przekroczeniu będzie można oczekiwać ataku na majowy rekord wszech czasów (3347,8 pkt wg kursów zamknięcia). Owszem, przebita została spadowa linia trendu, ale bardzo strome nachylenie skazywało ją na przebicie prędzej czy później. Po raz kolejny też rzuca się w oczy różnica między indeksem dużych spółek i MID-WIG oraz WIRR. Pierwszy odrobił już niemal połowę poniesionych w trakcie majowego załamania strat, drugi - 38-proc., trzeci - ledwie 25 proc. WIRR wciąż znajduje się wyraźnie poniżej majowego dołka, z którego rozpoczęła się poprzednia wzrostowa korekta.