Niektórzy analitycy i komentatorzy nieśmiało zwracają uwagę na window dressing - wyciąganie kursów wybranych spółek przez fundusze inwestycyjne pod koniec okresu rozliczeniowego, by poprawić sobie wyniki. A mnie się zdaje, że trzeba by - zwłaszcza teraz - zwrócić na to baczniejszą uwagę. Po co fundusze to robią, sprawa jest oczywista. Przecież wyniki są właśnie tym, czym przyciągają nowych klientów i utrzymują przy sobie starych. Proszę obejrzeć reklamy TFI. A że moment na rynku jest wyjątkowo trudny, biorąc pod uwagę mocne spadki w poprzednich tygodniach, więc i zabiegi typu window dressing intensywne. Aż dziw bierze, że KPWiG nie udało się chyba do tej pory ani razu udowodnić i ukarać procederu, który przecież niczym się specjalnie nie różni od manipulacji. Źal mi tylko niedoświadczonych inwestorów, leszczy, którzy w poniedziałek już być może obudzą się z ręką w nocniku, patrząc jak kursy spółek, które tak pięknie rosły w ostatnim czasie, jakoś tak niepięknie spadają. Zresztą zobaczymy, ale doradzałbym ostrożność.

Wiara w mocne fundamenty niektórych firm i letnią hossę niewiele pomoże. Przecież jeśli z jednej strony mamy 1 tys. inwestorów, z których każdy dysponuje 10 tys. zł, to mamy w sumie 10 mln zł. Gdy po drugiej stronie stanie fundusz z aktywami, powiedzmy, 1 mld zł, to wiadomo, kto weźmie górę w tej rozgrywce. Wiadomo też, komu bardziej nadzorca rynku powinien patrzeć na ręce. Właśnie takiego myślenia mi na naszym rynku brakuje.

kation

(imię i nazwisko znane redakcji)