Od ponad dwóch lat Bank Gospodarstwa Krajowego oferuje pożyczki na tzw. prefinansowanie inwestycji unijnych. Dzięki nim instytucje, które wykorzystują pomoc z Brukseli, nie muszą - zgodnie z procedurami Unii Europejskiej - czekać na pieniądze aż do rozliczenia faktur. Zamiast tego, zaciągają nisko oprocentowane pożyczki w BGK. Po zakończeniu przedsięwzięcia Bank sam już "ściąga" unijne fundusze na podstawie rozliczenia finansowego projektu.
Pomysł nie do końca się sprawdza
Okazuje się, że koncepcja, która miała doprowadzić do szybszego wykorzystania środków UE, nie do końca się sprawdziła. Zarówno w 2004, jak i w 2005 r. limity pożyczek, ustalone w budżecie państwa, nie zostały wykorzystane. W tym roku, choć "ciągnienie" pomocy BGK zwiększa się z miesiąca na miesiąc, kwota na finansowanie również może być niewykorzystana.
Jedynym programem unijnym, przy jakim zapotrzebowanie na pożyczki banku jest duże, jest Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego. Jego beneficjentem są samorządy. Od 2004 r. do końca maja tego roku podpisały one umowy pożyczkowe z BGK na łączną sumę 1,72 mld zł. Zdążyły już spłacić 963,4 mln zł. Udzielone przez Bank pożyczki w czerwcu opiewają na kwotę 287,4 mln zł, większość idzie na projekty ZPORR.
Znacznie mniejszy popyt na pomoc przy prefinansowaniu zgłaszają inne instytucje - m.in. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, finansująca projekty inwestycyjne firm. Do końca maja BGK udzielił pożyczek na przedsięwzięcia w ramach programu Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw na kwotę zaledwie 9,9 mln zł. Mało pieniędzy potrzebują instytucje dysponujące funduszami unijnymi na transport (do maja tylko 19,4 mln zł). Jak dotąd, nie było zapotrzebowania na pożyczki dla sektora rybołówstwa.