Spadek cen obligacji oraz zwyżka notowań akcji w reakcji na wyraźnie słabsze dane dotyczące czerwcowej aktywności sektora przemysłowego oraz majowych wydatków budowlanych w Stanach Zjednoczonych to zachowanie odbiegające od tego, czego można byłoby oczekiwać po publikacji takich informacji. Wynika z tego, że inwestorzy liczą się z ochłodzeniem koniunktury w sektorze nieruchomości, ale nie widzą w tym zagrożenia dla całej gospodarki. Stąd obawa przed kolejną podwyżką stóp procentowych zbijająca ceny obligacji oraz popyt na akcje związany z nadzieją na dalszy wzrost gospodarki. Taka interpretacja zachowania inwestorów "trzyma się kupy", bo również po południu zaczął zyskiwać dolar. Jednak na jego mocniejszy wzrost nie pozwalały oczekiwania na bardziej restrykcyjne, niż dotąd przypuszczano, kroki ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Jak jednak to wszystko połączyć z wyraźną poprawą nastrojów na rynkach wschodzących? Wczoraj akcje niewiele poszły w górę, ale dużym wzięciem cieszyły się obligacje oraz waluty. To sygnał, że w oczach inwestorów ryzyko na rynkach wschodzących wyraźnie się zmniejszyło. Trudno jednak znaleźć ku temu racjonalne przesłanki. Wiele banków inwestycyjnych spodziewa się podniesienia stóp w USA aż do 6 proc. z obecnych 5,25 proc. Koszty pieniądza rosną praktycznie na całym świecie. Amerykański sektor nieruchomości odpowiada za ok. 14 proc. amerykańskiego PKB. Jego kondycja rzutuje na zapotrzebowanie na surowce (szczególnie metale). W tej sytuacji realne jest, że trwająca poprawa notowań na emerging markets jest jedynie ruchem korekcyjnym. Z punktu widzenia analizy technicznej można go traktować jako ruch powrotny do przełamanej w pierwszej połowie czerwca trzyletniej linii trendu rosnącego. W tym samym miejscu wypadają też dołki z I kwartału tego roku. Powrót powyżej przełamanych wcześniej tak silnych wsparć było by bardzo korzystnym sygnałem. Zmniejszałby on zagrożenie tym, że rozpoczęta blisko dwa miesiące temu wyprzedaż zapowiada trwalszy odwrót od rynków wschodzących.