Polskie Linie Lotnicze chcą się restrukturyzować, kupować nowe samoloty i aktywniej walczyć o klientów na lokalnym rynku i za granicą. Na te działania potrzebne są pieniądze. Krzysztof Kapis, urzędujący od maja prezes PLL LOT, deklaruje, że zarząd jest gotowy wprowadzić spółkę na giełdę i pozyskać w ten sposób fundusze na rozwój. - Często pojawiały się różne daty o możliwym debiucie spółki. Obecnie realnym terminem, który zarząd firmy może w jakikolwiek sposób gwarantować, jest koniec 2007 roku. Wcześniej nie ma szans na publiczną ofertę - tłumaczy Krzysztof Kapis.
Zarząd spółki, który do końca wakacji ma być w komplecie - cały czas brakuje wiceprezesów ds. handlowych i finansowych - nie ukrywa, że prywatyzacja poprzez emisję akcji jest optymalnym rozwiązaniem dla firmy. - Giełda pozwala pozyskać kapitał i jednocześnie daje możliwość zachowania pewnej niezależności. Działamy w sojuszu z innymi liniami i teoretycznie pozyskanie inwestora spoza tego układu mogłoby skomplikować wiele spraw. Moim zdaniem, rynek akcji jest najlepszym wyjściem. Przygotowanie oferty to jednak nie wszystko. Ważny jest czas wejścia na parkiet. Emisja dla samej emisji to nie sztuka. Trzeba wybrać odpowiedni moment - dodaje K. Kapis. Szefowie polskiego przewoźnika nie chcą powtórzyć casusu Air Berlin, niemieckich tanich linii lotniczych, które zadebiutowały na giełdzie pod koniec maja.
Spółka chciała pozyskać z emisji 800 mln euro, a dostała 443,5. Zdaniem branżowych ekspertów, to wina nieodpowiedniego momentu wejścia na rynek.