Testy rakietowe przeprowadzone przez Koreę Północną wprowadziły trochę zamętu na rynku złota i sprawiły, że ceny wzrosły już o 12 proc. od dołka sprzed trzech tygodni. Do powrotu na wieloletni szczyt, na którym notowania były przed połową maja, brakuje jeszcze mniej więcej drugie tyle.
Inwestorzy traktują kruszce jako lokatę bezpieczną, pozwalającą ochronić kapitał w czasie zagrożenia, dlatego w takiej sytuacji jak obecnie popyt na nie jest zwiększony. W środę, kiedy na rynek dotarły wieści o odpaleniu pocisków, za uncję złota z dostawą natychmiastową płacono więc w Londynie o ok. 8 dolarów (1,7 proc.) więcej niż we wtorek, na koniec sesji kurs osiągnął 628,15 USD. Wczoraj rano spadał, ale po południu podskoczył jeszcze prawie o dolara (629,09 USD). Mógł na to mieć wpływ spadek notowań dolara, który osłabł po jastrzębich komentarza z Europejskiego Banku Centralnego (stopy nie zmieniły się). Tydzień wcześniej złoto kosztowało minimalnie poniżej 600 USD za uncję.
Analitycy twierdzą, że zagrożenie związane z pracami Korei Północnej nad bronią jądrową jest znane, podobnie jak w przypadku Iranu, i raczej nie powinno mieć większego wpływu na notowania.
Pewien impuls do sprzedaży lub zakupów kruszcu może dać piątkowy raport amerykańskiego Departamentu Pracy. Cały rynek surowcowy jest ostatnio mocno uzależniony od spekulacji na temat poziomu, jaki osiągną stopy procentowe w USA, a raport o zatrudnieniu będzie jednym z najważniejszych wyznaczników dla najbliższych decyzji Fedu.