Z indeksów obliczanych przez Morgan Stanley Capital International wynika, że po trzech kolejnych kwartałach wzrostu w ostatnich trzech miesiącach na akcjach można było stracić 1,4 proc. (w przeliczeniu na dolary). Czwarty kolejny raz pod kreską kwartał zakończyły obligacje, które straciły 0,3 proc. W górę poszły natomiast notowania towarów. Zyskały 4 proc. Na rynkach wschodzących akcje potaniały o 5,1 proc., a obligacje aż o 15,7 proc. To jeden z największych spadków w historii notowań obligacji na emerging markets. Porównywalny jest jedynie z wyprzedażą towarzyszącą kryzysom z 1998 r. oraz 2001 r. W dużym stopniu za pokaźną skalę zniżki odpowiadała deprecjacja lokalnych walut wobec dolara. Przecena na rynkach wschodzących przypominała wydarzenia sprzed dwóch lat, kiedy to również obawy przed podwyżkami stóp procentowych oraz spowolnieniem światowej koniunktury wywołały gwałtowną realizację zysków. Z tym że wtedy objęła przede wszystkim akcje (straciły w II kwartale 2004 r. 10,3 proc. oraz towary (indeks CRB zniżkował o 6,3 proc.). Obronną ręką wyszły natomiast papiery skarbowe, których ceny symbolicznie się podniosły. Czy ta wydawałoby się niewielka różnica w zachowaniu rynków wschodzących jest wskazówką co do przyszłej koniunktury?
Stopy rosną wszędzie
Powody wyprzedaży akcji w II kwartale były podobne do tych, jakie wywołały przecenę dwa lata wcześniej - obawy o spowolnienie globalnej gospodarki i negatywny wpływ na koniunkturę podwyżek stóp procentowych. Wtedy giełdy szybko złapały grunt pod nogami i w drugiej połowie 2004 r. hossa powróciła. Takie nadzieje zape-wne tlą się w sercach inwestorów również teraz. Do wyobraźni może przemawiać to, że tak jak dwa lata temu odbicie notowań akcji na rynkach wschodzących przyniosło odrobienie jednej trzeciej wcześniejszych strat. Następnie zaczęła się dwumiesięczna konsolidacja, po której powróciły zwyżki. Kilka elementów wskazuje jednak, że tym razem sytuacja nie musi się w taki sam sposób rozwinąć.
W USA cykl zacieśniania monetarnego dopiero się zaczynał i można było mieć nadzieję, że oprocentowanie funduszy federalnych wróci jedynie do neutralnego poziomu, za jaki eksperci uznają 4 proc., a w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji) 2 proc. Teraz nominalne stopy są już wyraźnie wyższe, a nie wystarcza to do ograniczenia inflacji. Ta jest wyraźnie wyższa niż rok i dwa lata temu. Równocześnie realna stopa jest o połowę niższa od neutralnej. To oznacza, że polityka pieniężna nie jest jeszcze bardzo restrykcyjna, co stwarza miejsce dla kolejnych podwyżek stóp.
Napięcia inflacyjne pojawiają się w coraz większej liczbie krajów. Inflacja w 30 państwach należących do OECD wyniosła w maju 3,1 proc. wobec 2,3 proc. w maju 2005 r. W przypadku inflacji bazowej sytuacja nie zmieniła się przez rok i wskaźnik utrzymał się na poziomie 2 proc.