Po czwartkowej sesji na wykresie indeksu towarów CRB zrobiliśmy szóstą z rzędu białą świeczkę - taka jest siła odreagowania po kolejnym testowaniu arcyważnego wsparcia na 200-sesyjnej średniej będącej wyznacznikiem kilkuletniego trendu. Motorem napędowym była ponad 6-proc. zwyżka cen miedzi oraz utrzymująca się przy szczytach ropa. Mając takie otoczenie, inwestorzy na GPW musieli zakończyć piątek kolejnym wzrostem indeksów.
Powyższy akapit jest oczywiście szyderstwem, bo taki komentarz mógłby napisać tylko ktoś, kto nie oglądał codziennie notowań (kontraktów) z tego tygodnia. Od wtorku nieprzerwanie trwała spekulacja kilku dużych inwestorów, którzy najpierw zbudowali silną pozycję na rynku terminowym, a na kolejnych sesjach sztucznie podciągali rynek. Piątkowa sesja niczym się nie różniła od wtorkowej i czwartkowej. Znowu każdy ruch w górę inicjowała seria dużych (nietypowych) transakcji kupna na kontraktach przy skokowym wzroście liczby otwartych pozycji (LOP). Dalszego scenariusza nie trzeba dopowiadać. Po takich ciosach na kontrakty natychmiast rzucała się reszta inwestorów świadoma faktu, że za moment na rynku kasowym pojawią się albo koszyki kupna, albo sztuczne podciąganie pojedynczych największych spółek. Te największe spółki to właśnie m.in. KGHM i PKN. Stąd wynika ich wzrost, a nie z zachowania rynku surowców. Na ten nikt się w ostatnie dni nie oglądał, tak samo jak na zachowanie pozostałych emerging markets. Gdyby było inaczej, to w przypadku obu spółek nie zaczynalibyśmy sesji "na zero" (KGHM) lub nawet na minusach (PKN). Wzrosty zaczęły się dopiero po wyraźnym sygnale z rynku terminowego.
Dla niektórych inwestorów wskazywanie kontraktów jako sprawców wzrostów na GPW pozostanie spiskową teorią dziejów. Faktycznie bowiem ciężko rozstrzygać, czy taka spekulacja zaraz się skończy i rynek gwałtownie skoryguje ten ruch, czy też spekulowanie kontraktami jest tylko dodatkowym zarobkiem przy okazji trwających właśnie zakupów. Ja na to patrzę bez entuzjazmu (choć doceniam siłę przeciwnika) i przypomnę, że piątkowe dane o przepływie globalnych kapitałów pokazały, że do 5 lipca nie byli to jeszcze zagraniczni inwestorzy, gdyż z funduszy inwestujących na emerging markets dalej wypłacano środki (-182 mln USD w tygodniu do 5 lipca w stosunku do
500 mln USD do 28 czerwca).