Reklama

Takie zaufanie inwestorów, jaki kształt budżetu

O budżecie, planach inwestycyjnych rządu, zagrożeniach dla finansów państwa przy okrągłym stole "Parkietu" rozmawiają: wiceminister finansów Stanisław Kluza (od niedzieli kandydat na szefa resortu), główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak, główny ekonomista PKO BP Łukasz Tarnawa i główny ekonomista BZ WBK Maciej Reluga

Publikacja: 11.07.2006 07:30

W przyszłym roku deficyt budżetu ma wynieść 30 mld zł, czyli zaledwie o 0,5 mld zł mniej niż w tym roku. Czy tak niewielki spadek to naprawdę wszystko, na co nas stać?

Stanisław Kluza

Deficyt budżetowy określony na 30 mld zł jest bardzo istotnym elementem polityki rządu. Przyjęcie konserwatywnych założeń, jeśli chodzi o realizację różnego rodzaju wydatków i dochodów budżetowych, polepsza uwarunkowania do zreformowania finansów publicznych. Deficyt na poziomie 30 mld jest swego rodzaju gwarancją stabilności finansów publicznych, a także wysiłkiem na rzecz realizacji programu konwergencji (strategia dotycząca kształtu finansów publicznych, przekazywana co roku do Unii Europejskiej - red.).

Ale trzeba także patrzeć na te 30 mld złotych jeszcze w innej perspektywie. Otóż dzisiaj sytuacja makroekonomiczna w Polsce jest tak dobra, jak nigdy wcześniej na przestrzeni ostatnich 17 lat transformacji. Mam wrażenie, że jest to niepowtarzalna okazja do zreformowania finansów publicznych.

Z drugiej strony, jeżeli chce się podjąć pewnych reform, to często ich efekt w postaci większych kosztów lub mniejszych przychodów jest najbardziej widoczny w pierwszym roku. Akceptując 30 mld zł deficytu, jesteśmy w stanie jednocześnie podjąć się szeregu reform, jeżeli chodzi o system finansów publicznych.

Reklama
Reklama

Janusz Jankowiak

Mogę powiedzieć tak: patrzę na to w trochę dłuższej perspektywie, czyli w okresie, powiedzmy, od roku 2005. I co widzę: 2005 r. deficyt budżetowy wyniósł 2,6 proc. PKB, 2006 r. - 3 proc., w 2007 r. ma sięgnąć ponad 2,7 proc. Tak w okresie dobrej koniunktury, o której mówił minister Kluza, wygląda zacieśnienie fiskalne w Polsce. Konieczność sfinansowania przedsięwzięć o charakterze osłonowym, co wynika z programu państwa solidarnego, powoduje, że w okresie dobrej koniunktury tempo zacieśnienia fiskalnego jest zdecydowanie niewystarczające.

Łukasz Tarnawa

Ja mam jeszcze jedną wątpliwość - przy deficycie budżetu centralnego na poziomie 30 mld zł nie jesteśmy w stanie utrzymać się na ścieżce zacieśnienia polityki fiskalnej obiecanej przez Polskę w programie konwergencji, w którym przyjęto, że w 2007 roku obniżymy deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB, jeśli przyjmiemy za niemal pewne, że w przyszłym roku (od marca) nie będziemy już mogli wliczać jako części finansów publicznych otwartych funduszy emerytalnych (korzystając z tzw. derogacji). To zaś rodzi obawy o konsekwencje wynikające z nieprzestrzegania procedury nadmiernego deficytu budżetowego (specjalny pakiet działań, jakie Komisja Europejska kieruje przeciwko państwom UE, które mają deficyt powyżej 3 proc. PKB - red.), w ekstremalnym przypadku oznaczające utratę części środków finansowych z funduszy strukturalnych i spójności. I tu rodzą się pytania na przyszłość. Jak rząd i resort finansów mają zamiar rozmawiać z Komisją Europejską w tej sprawie? Czy szykowana jest nowa ścieżka dostosowania fiskalnego, czy może rząd będzie próbował wynegocjować utrzymanie działania derogacji nie tylko do marca 2007 roku?

Maciej Reluga

Moim zdaniem, od paru lat mamy do czynienia z taką samą sytuacją. Zgadzam się całkowicie z zarzutem Janusza Jankowiaka, że przyśpieszenia wzrostu i bardzo dobrej sytuacji gospodarczej nie wykorzystuje się do znaczącego zmniejszenia deficytu. Tempo wzrostu wydatków mogło być mniejsze i przez to deficyt byłby mniejszy. Jest to budżet, który zostanie prawdopodobnie zrealizowany bez większych problemów. Nie wnosi nic pozytywnego, negatywnego też nie. Niestety, nie jest to jednak budżet, który przygotowywałby nas na gorsze czasy, które każdy rząd musi wziąć pod uwagę. W 2008 roku może być gorsza koniunktura na świecie i w rezultacie może dojść do spowolnienia wzrostu w Polsce i wówczas tempo zwiększania się dochodów będzie mniejsze. A ponieważ przyzwyczajamy się politycznie do szybkiego wzrostu wydatków, możemy za parę lat stanąć przed problemem, no może nie kolejnej "dziury Bauca", ale po prostu pewnegW latach 2001-2002 wydatki były mocno podwyższane. Trzeba było, jak tłumaczono, więcej pieniędzy na walkę z bezrobociem, na programy osłonowe. Teraz sytuacja jest taka, że bezrobocie spada, zatrudnienie rośnie, programów osłonowych potrzeba mniej, a wydatki rosną w szybkim tempie. Nie ma żadnych oszczędności.

Reklama
Reklama

Stanisław Kluza

Trzeba też przypomnieć niedawne protesty górników czy pielęgniarek. To wszystko ma swoje konsekwencje, również jeżeli chodzi o sytuację finansów publicznych. Natomiast o wiele istotniejsza jest kwestia zwiększenia się bazy podatkowej w długim i średnim horyzoncie czasu. Otóż główne propozycje, jeżeli chodzi o zmiany w systemie podatkowym, dotyczą zmniejszenia klina podatkowego (obciążeń nakładanych na pracę - red.). W konsekwencji powinno to zwiększać bazę, czyli liczbę osób zatrudnionych, a z drugiej strony zwiększyć podstawę opodatkowania PIT. Zwiększone zasoby ekonomiczno-finansowe gospodarstw domowych będą miały przełożenie na wyższą konsumpcję, a co za tym idzie, na wyższe wpływy z podatków pośrednich, czyli z VAT-u i akcyzy.

Inną sprawą jest kwestia ożywienia. Ono również powinno skutkować większym popytem na pracę, a więc i większą liczbą zatrudnionych. Obecnie dynamika zatrudnienia w przedsiębiorstwach przekracza 3 proc. To niebywały wskaźnik, gdyż przez większość lat transformacji mieliśmy ujemną dynamikę. Dopiero dwa ostatnie lata ożywienia pokazały, że zatrudnienie może wzrastać.

Pan mówi o dochodach. Mnie natomiast interesują wydatki. Co takiego budżet musi sfinansować, że zwiększa wydatki o 17 mld zł w stosunku do tego, co mamy w tym roku?

Stanisław Kluza

Przykładowo wydatki na obronę narodową ustalane są jako pewien odsetek PKB. Czyli nie wyznacza się ich jako pewnej wartości indeksowanej inflacją. Jest to określony udział w PKB. Inną kwestią jest sprawa związana z różnego rodzaju oczekiwaniami płacowymi, w szczególności ze strony służby zdrowia czy też górników (choć nie idzie to bezpośrednio z budżetu, ale ze spółek węglowych). To implikuje wzrost wynagrodzeń w innych częściach sfery publicznej. Do tego dochodzi jeszcze waloryzacja emerytur, dotacje do ZUS, KRUS i mundurowych, a także wydatki na współfinansowanie Wspólnej Polityki Rolnej.

Reklama
Reklama

Janusz Jankowiak

Odpowiedź na pytanie o wydatki jest stosunkowo prosta. Wystarczy popatrzeć na strukturę wydatków budżetu, zobaczyć, ile jest tam automatycznie indeksowanych pozycji i jaki jest procent wydatków sztywnych.

Stanisław Kluza

Zwróćmy też uwagę na zmiany wysokości stóp procentowych w ostatnim czasie na świecie. Otóż półtora roku temu stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych wynosiły 1 proc., teraz jest to 5,25 proc. W Unii Europejskiej było to 2 proc. Teraz jest to 2,75 proc., a nie jest wykluczone, że stosunkowo szybko przekroczymy 3 proc. Powoduje to podnoszenie się krzywej dochodowości (graficzna prezentacja wzajemnych relacji między stopami procentowymi i różnymi terminami zapadalności - red.) na rynkach bazowych. To z kolei ma swoje konsekwencje dla rentowności długu, w szczególności w przedziale od 1 roku do 3 lat na tzw. rynkach wtórnych, czyli także dla Polski. Wpływa to na koszty obsługi polskiego zadłużenia. Rynki są bezlitosne - po prostu patrzą, gdzie korzystniej jest zainwestować. Polska musi wówczas powiększyć swoją atrakcyjność o "kilka punktów bazowych" i premię za ryzyko, co powoduje wzrost kosztu obsługi długu.

O jakim wzroście kosztów mówimy? Dotychczas obsługa długu kosztowała nas 20-30 mld zł rocznie. Trudno przypuszczać, że teraz kwota będzie o kilkanaście miliardów wyższa.

Reklama
Reklama

Stanisław Kluza

Ależ, jeżeli wszędzie dodamy po 1 mld zł, to otrzymujemy właśnie owe zbędne kilkanaście miliardów.

Czy resort ma wizję, jak wydatki sztywne ograniczyć? Przecież nakłady inwestycyjne, na których powinno nam zależeć, to zaledwie 5 proc. wszystkich wydatków.

Maciej Reluga

Myślę, że to nie jest pytanie do ministra finansów. Także zarzut odnośnie tylko parlamentu i całej sceny politycznej.Nie od ministra finansów zależy, jaki jest poziom wydatków sztywnych. Minister działa w pewnych realiach i w tych realiach udało mu się skroić taki budżet, jaki widzimy.

Reklama
Reklama

Łukasz Tarnawa

Wracając do kwestii wydatków w przyszłorocznym budżecie. Mam wątpliwości w dwóch kwestiach dotyczących, po pierwsze, waloryzacji rent i emerytur oraz podwyżek płac w sferze budżetowej, w szczególności chodzi o służbę zdrowia. Pierwsza kwestia to waloryzacja rent i emerytur - premier obiecywał powrót do corocznej ich waloryzacji - czy jest to przyjęte w założeniach? Mam wątpliwości, gdyż w tekście założeń jest mowa jedynie o "waloryzacji świadczeń z pomocy społecznej". Druga kwestia - w założeniach jest mowa o realnym spadku wynagrodzeń w "budżetówce" o jakieś 0,9-1 proc., przy nominalnym wzroście płac o 20 zł - z tych wartości nie udaje się wyliczyć deklarowanych podwyżek płac dla służby zdrowia. Biorąc to pod uwagę i zakładając, że polityczne deklaracje zostaną wypełnione, zastanawiam się, czy poziom wydatków został odpowiednio skalkulowany.

Stanisław Kluza

Wszystkie osiem parametrów przedstawianych przez rząd Komisji Trójstronnej znajdują się w założeniach do budżetu. Wśród nich - jest dynamika płac w sferze budżetowej. Otóż zakłada się, że nominalne płace brutto "budżetówki" - wliczając w to również wyższe płace służby zdrowia w roku 2007 - pozostaną bez zmian. Natomiast korzyści pracowników będą wynikały ze zmiany klina podatkowego, zmian w progach podatkowych i podniesienia tzw. kwoty wolnej. Obniżenie składek na ZUS powoduje wzrost nominalnych płac netto o jakieś 4,65 proc.

Jeżeli przy okazji doszłoby do podniesienia progów podatkowych oraz zwiększenia kwoty wolnej, przykładowo, z 2790 do nieco ponad 3000 zł z groszami, wówczas płaca netto rośnie dodatkowo jeszcze o 1 proc. A więc nominalny dochód netto do dyspozycji w sferze budżetowej byłby o 5,65 pkt proc. wyższy niż obecnie. Z punktu widzenia dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych ewidentnie mamy wzrost, i to duży, zwłaszcza gdy to odniesiemy do inflacji.

Reklama
Reklama

Janusz Jankowiak

Moim zdaniem, powinniśmy jednak zacząć od tego, co jest szkieletem tego budżetu, a więc od założeń makro, i później powiedzieć, jak wygląda w tym kontekście plan dochodów i wydatków. Nie mam jakichś większych uwag do założeń makroekonomicznych. W zasadzie już do założeń do ubiegłorocznego budżetu, przygotowanego przez Mirosława Gronickiego, nie mieliśmy żadnych uwag, bo były one po raz pierwszy zbieżne z konsensusem rynkowym. Teraz jest podobnie. Odstępstwa w przypadku podstawowych parametrów, typu dynamika PKB, inflacja średnioroczna, w stosunku do oczekiwań rynkowych są rzędu 0,2-0,3 pkt proc., a więc bardzo niewielkie. Nie mam też większych uwag do kursu, do założeń dotyczących stóp procentowych. Wprawdzie to ostatnie jest kwestią dyskusyjną, ale wszystkie zagrożenia są opisane w założeniach.

Do czego więc mam uwagi krytyczne? Do tego, że z tych założeń makroekonomicznych za żadne skarby świata nie wychodzi mi taki poziom dochodów, jaki został zaplanowany, czyli 213,14 mld zł. Przy założonych zmianach w podatkach pośrednich, przy wszystkich dobrze opisanych przedsięwzięciach zmierzających do wyeliminowania nadużyć z tytułu różnych stawek akcyzy od paliw, możliwe są dochody w wysokości 209 mld zł. Tymczasem jest o ponad 4 mld zł więcej. Nie znaczy to, że budżet nie zostanie wykonany, zdarzały się bowiem większe błędy. Jest jednak dodatkowy kłopot - nie udało mi się znaleźć w założeniach informacji o wpływie sławetnego, zapowiadanego przez ministra zdrowia podatku pielęgnacyjnego. Nie wiem, czy on jest. Gdyby jednak ten podatek tam był, od dochodów budżetu trzeba by odjąć jeszcze 1,5 mld zł i wówczas robi się nam przeszacowanie na ponad 5 mld zł.

Jeżeli chodzi o wydatki, to z prostego zestawienia dochodów i deficytu wychodzi, że one też są zawyżone. Przy czym uważam też, że problematyczna jest sama kwota 30 mld zł. Moim zdaniem, ten deficyt powinien być w przedziale 25-28 mld zł i wtedy mielibyśmy do czynienia z konwergencją. Obecnie nie jestem tego pewien. Jak rozumiem, najnowsza odsłona programu konwergencji będzie jesienią po przyjęciu budżetu. To też źle. Moim zdaniem, szczególnie w takiej sytuacji, jaką mamy na rynkach finansowych, już teraz trzeba by opublikować program konwergencji, który pokazywałby, że deficyt, bez względu, czy go mierzymy według polskiej metodologii, czy unijnej, maleje.

Generalnie nie jest też znana struktura dochodów budżetu. Opisane zostały tylko dochody z PIT-u i rzeczywiście ich struktura nie budzi większych zastrzeżeń. Natomiast co się dzieje z pozostałymi podatkami, dalibóg, nie wiem. To jest o tyle ciekawe pytanie, że po tegorocznym budżecie widać, że coś ciekawego dzieje się z podatkami pośrednimi.

Jakie są więc zagrożenia dla realizacji takiego scenariusza rozwoju sytuacji gospodarczej, jaki został zapisany w założeniach do budżetu na przyszły rok?

Łukasz Tarnawa

Założenia makroekonomiczne rzeczywiście generalnie odpowiadają temu, co wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobne. Przewiduję jednak i radziłbym przygotować się na większe, niż wynika z prognoz makroekonomicznych MF osłabienie koniunktury zagranicznej w przyszłym roku; rosnące stopy procentowe, wysokie ceny ropy naftowej - to czynniki, które prawdopodobnie osłabią globalny wzrost w przyszłym roku. Z tego powodu - ze względu na gorsze wyniki handlu zagranicznego - będziemy mieli w Polsce zapewne niższy od zakładanego w założeniach wzrost gospodarczy przy zbliżonym do prognozowanego przez MF tempie wzrostu popytu krajowego.

Maciej Reluga

Ja z kolei uważam, że jest szansa na wyższy wzrost gospodarczy. Myślę, że istnieje szansa na 5-procentowy wzrost PKB, dzięki szybszemu popytowi krajowemu, dzięki szybszej konsumpcji, zarówno w tym roku, jak i w roku następnym.

Ale nawet przy tych wyższych założeniach wzrostu popytu krajowego i PKB dochody i tak wydają się zawyżone. W szczególności wzrost dochodów podatkowych o 12 proc. robi wrażenie. Zresztą, w samym opisie MF informuje, że mamy "wysoki wzrost nominalnych dochodów budżetu". Powstaje pytanie, czy ministerstwo powinno zakładać wysoki wzrost dochodów, czy raczej ten wzrost powinien być w miarę konserwatywny, podobnie jak to jest w przypadku założeń makroekonomicznych. Trzeba przy tym pamiętać, że wydatki w olbrzymiej mierze nie zależą od MF.

Ale są ustawy okołobudżetowe, do Sejmu można zawsze coś dosłać.

Maciej Reluga

To dobre pytanie, na ile ministerstwo powinno być aktywne w proponowaniu zmian w strukturze wydatków. Przecież jeśli się nie pojawi inicjatywa ze strony ministra finansów, to tym bardziej nie pojawi się ona po stronie parlamentu.

Janusz Jankowiak

Jest jeszcze jeden problem - po raz kolejny dostajemy założenia, w których zostały zapisane zmiany, wpływające na wydatki czy dochody, zanim przyjmie je parlament. To jest w oczywisty sposób niezgodne ze wszelkimi kanonami sztuki. Ale w jakiś sposób w Polsce należy to do tradycji.

I zdaje się to nikomu nie przeszkadzać.

Maciej Reluga

To nie przeszkadza do momentu, kiedy jest wysoki wzrost gospodarczy. Wtedy wszystko się ładnie zgadza. Ale jeśli za kilka lat pojawi się dekoniunktura, wówczas taki tryb pracy może stwarzać poważne problemy.

Stanisław Kluza

Pytacie Państwo, dlaczego pewne rzeczy nie są "dokładnie zrobione". Otóż mówimy o założeniach do prac nad budżetem. W tym momencie resorty są na etapie przygotowywania wyliczeń, szacunków, w oparciu o przyjęte wspólne parametry dla możliwego scenariusza makroekonomicznego w przyszłym roku. To są założenia, punkt startu, początek dyskusji.

A czy scenariusz makroekonomiczny jest optymistyczny, czy pesymistyczny? MF stosuje zasadę tzw. konserwatyzmu, jeżeli chodzi o parametry makroekonomiczne i fiskalne. Uwzględniamy obecny przebieg zjawisk makroekonomicznych i analizujemy możliwość ich dalszej kontynuacji. Staramy się też dostrzegać wszystkie elementy ryzyka, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego.

I chociaż wierzymy, że nie będzie znacznego osłabienia koniunktury na świecie, to na wszelki wypadek uwzględniamy gorszą sytuację gospodarczą za granicą. Stąd też ujemny wpływ handlu zagranicznego na wzrost PKB. Widać to po tym, że mimo oszacowania dynamiki popytu krajowego na poziomie zbliżonym do 5 proc., wzrost gospodarczy prognozujemy na 4,6 proc. Ta różnica jest odzwierciedleniem procesów w gospodarce światowej.

Jeżeli chodzi o sytuację krajową, to należy zwrócić uwagę na silny efekt związany z obniżeniem klina podatkowego. Dostrzegamy dużą szansę w funduszach unijnych - analiza statystyk monetarnych i procesów inwestycyjnych pokazuje, że będą one miały w przyszłości znacznie większy niż obecnie wpływ na popyt krajowy. To wszystko zdecydowanie przemawia za tym, że wzrost gospodarczy na poziomie 4,6 proc. jest ostrożną, konserwatywną prognozą.

Ostrożne podejście daje dodatkowe pole do ewentualnych ulepszeń w trakcie realizacji budżetu. Historia pokazuje bowiem, że deficyty w ciągu ostatnich kilku lat były realizowane na poziomie niższym od zaplanowanego. Na 2004 rok założono niedobór wynoszący 45 mld zł, a był mniejszy o kilka miliardów. W 2005 r. plan mówił o 35 mld zł, a wykonanie wyniosło 28,5 mld zł. W tym roku planujemy 30,5 mld zł, ale obecna realizacja budżetu i analiza wpływów z podatków pozwala nam szacować, że będzie on o kilka procent niższy.

Odniosłem wrażenie, że tutaj nikt nie kwestionuje zasad konserwatywnego planowania, tylko ich brak przy planowaniu dochodów.

Stanisław Kluza

Przechodząc do kwestii dochodów, przyjrzyjmy się parametrom makroekonomicznym z nimi związanym. Zwróćmy uwagę, że w ostatnich latach utrzymujemy się w trendzie spadku stopy bezrobocia o 1,5 pkt proc. w skali roku. Oznacza to, że stopa bezrobocia w Polsce na przestrzeni sześciu lat jest w stanie zmniejszyć się prawie o połowę, z przeszło 20 proc. w roku 2002 i 2003, do lekko ponad 12 proc. w roku 2009. Ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny.

Zwróćmy uwagę, że jest to skorelowane ze wzrostem zatrudnienia w przedsiębiorstwach, a przecież na tym etapie rozwoju gospodarczego coraz więcej osób znajduje pracę w sektorze usług. Mamy więc do czynienia ze znaczącym potencjalnym wzrostem zatrudnienia. Tymczasem dane statystyczne pokazują, że dochody pozostające do dyspozycji gospodarstw domowych rosną o wiele szybciej niż wynikałoby to z dynamiki zatrudnienia. Mamy więc wysoką aktywność w szarej strefie. W raporcie pt. "Diagnoza społeczna 2005" widać, że największa poprawa sytuacji ekonomicznej ma miejsce w gospodarstwach osób bezrobotnych - czyli de facto w szarej strefie.

Tej poprawy nie widać we wpływach z podatku dochodowego, ale pojawiają się po stronie podatków pośrednich. W innym wypadku nie mielibyśmy tak dobrej dynamiki VAT i innych podatków pośrednich.

Poza tym, jeśli spodziewamy się gorszej koniunktury na świecie i tego, że eksport przestanie być motorem wzrostu, musimy uwzględnić konsekwencje podatkowe. Inaczej wyglądają przychody z VAT w przypadku przewagi importu, a inaczej gdy dominuje eksport. A dodatkowo nie zapominajmy o zmianach systemowych w podatkach.

Łukasz Tarnawa

Relacja między eksportem i importem będzie na niekorzyść dla eksportu, przy wyższej dynamice importu stymulowanej popytem krajowym. A więc import będzie kreował większe dochody z podatków pośrednich.

Maciej Reluga

Przy okazji jedno pytanie odnośnie do dochodów: jak duża jest szansa, że dochody w 2007 r. wyniosą 215 mld zł?

Stanisław Kluza

Ministerstwo stosuje zasadę szacunków ostrożnościowych. Planowane dochody budżetu są na poziomie ciut ponad 213 mld zł. Prawdopodobieństwo nieco niższych dochodów jest dużo niższe niż prawdopodobieństwo dochodów rzędu 213 mld zł.

Maciej Reluga

Taka odpowiedź pokazuje, że to nie jest konserwatywne założenie dochodów. Takie byłoby wówczas, kiedy ryzyko odchylenia byłoby symetryczne.

Stanisław Kluza

Po pierwsze, rozkład nie jest symetryczny. Dominanta jest położona powyżej 213 mld.

Janusz Jankowiak

A co z podatkiem pielęgnacyjnym, o który pytałem? Czy on jest uwzględniony w dochodach?

Stanisław Kluza

Rzeczywiście, szacunek na poziomie 1,5 mld zł jest szacunkiem trafionym. Tak, podatek ten z uwagi na cele, na które ma być wydany, jest brany pod uwagę jako efekt negatywny po stronie dochodowej.

Janusz Jankowiak

Wróćmy do tematów makro. Ja w zasadzie byłbym skłonny zgodzić się z tezą, że lepiej jest szacować tempo popytu zagranicznego w przyszłym roku niżej niż wyżej. Z tego, co powiedział minister Kluza, wynika, że nawet jeśli będzie jeszcze nieco niższe, nie będzie tragedii. Dlatego że rekompensujemy pewien ubytek popytu zagranicznego wzrostem popytu krajowego poprzez dokonywanie przesunięć podatków. Pytanie więc, czy jest uzasadnione dalsze wspieranie popytu krajowego w sytuacji, kiedy on i tak wyraźnie rośnie, a jego dynamika jest wyższa niż dynamika PKB? To ma swoje konsekwencje dla polityki monetarnej. Nawet przyjmując założenia co do tego, że stopy procentowe się nie zmienią, zrobiłbym jakąś niewielką zakładkę na koszty obsługi długu.

Maciej Reluga

Ale nawet jak założymy większą presję inflacyjną pod koniec przyszłego roku, to podwyżki stóp o 50 pkt nie będą mieć dużego znaczenia dla kosztów obsługi.

Stanisław Kluza

W ostatnim czasie spadła wielkość polskiego długu krótkoterminowego - chodzi tu w szczególności o bony skarbowe, których było łącznie 60 mld zł, teraz jest ich około 20 mld zł. Ten odcinek krzywej dochodowości byłby narażony na wzrost kosztów związanych z wyższą stopą procentową w Polsce. Dzisiaj bank centralny w swojej projekcji inflacyjnej nie sugeruje możliwości wzrostu stóp.

Janusz Jankowiak

Poczekajmy do lipca...

Stanisław Kluza

Ale ja to mówię dzisiaj. Skoro bank centralny nie zauważa możliwości wzrostu stóp, konsekwencją tego jest zwrócenie uwagi na długi koniec krzywej, gdzie większa część polskiego długu jest uzależniona w dużym stopniu od rynków bazowych. A nasze założenia makroekonomiczne uwzględniają zmiany stóp procentowych na rynkach międzynarodowych. W szczególności odnosi się to do dolara, gdzie prognozujemy wzrost stopy do 5,5 proc., a także spodziewamy się, że średnioroczna stopa procentowa w strefie euro będzie znacząco wyższa niż teraz i wyniesie 3,5 proc. Zatem z punktu widzenia kosztów obsługi długu w przyszłym roku zostały uwzględnione wszystkie efekty związane ze stopami procentowymi. A nawet gdybyśmy mieli w Polsce odmienny scenariusz od prognozowanego i deklarowanego przez NBP, wówczas rezerwa po stronie obsługi długu jest w pełni zachowana i zagrożenia nie ma.

Czy są w budżecie zakładane przychody z prywatyzacji. Jeżeli tak, to jakie?

Stanisław Kluza

Tak, są zakładane, ale jest to w gestii resortu skarbu, i dlatego czekamy na odpowiednie szacunki z tamtej strony.

Więcej jest dywidend, czy

zysków ze sprzedaży akcji i udziałów?

Uwzglźdniamy i dywidendy, i sprzedaż.

Co będzie największym zagrożeniem dla budżetu - spadek kursu złotego, popyt krajowy, osłabienie wzrostu za granicą?To nie jest mój scenariusz bazowy, przypisuję mu mniejsze prawdopodobieństwo realizacji, ale w jakimś stopniu jest on już obecny w niektórych prognozach rynkowych. Dotyczy poziomu stóp na rynkach bazowych. Otóż obecnie są prognozy mówiące o większym poziomie stóp w USA niż te 5,5 proc., o których mówił minister Kluza.

Łukasz Tarnawa

Zgadza się. Na tym poziomie jest obecnie rynkowy konsensus.

Janusz Jankowiak

Większość dużych banków inwestycyjnych prognozuje, że główna stopa Fed wzrośnie do 6 proc. Ale ten znaczący wzrost stóp stwarza ryzyko, dotyczące "twardego lądowania" gospodarki amerykańskiej, a więc i mocnego spowolnienia na całym świecie. I to jest największe zagrożenie, że tempo wzrostu gospodarki USA spadnie z 5 proc. do 2,5 proc., co odbije się na koniunkturze na świecie. Takiego ryzyka w założeniach nie ma.

Łukasz Tarnawa

Według mnie ryzyko spowolnienia globalnej koniunktury gospodarczej pod wpływem pogorszenia sytuacji gospodarczej w USA to najbardziej prawdopodobny scenariusz alternatywny. Na przykład w sytuacji osłabienia tamtejszego rynku nieruchomości, który pociągnąłby za sobą osłabienie konsumpcji bardzo już obecnie zadłużonych gospodarstw domowych, scenariusz recesyjny w USA byłby bardzo prawdopodobny. Ale nie zakładałbym "twardego lądowania" w bazowym scenariuszu. Poza czynnikami zewnętrznymi innych większych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego w Polsce rzędu 4-5 proc. w najbliższych dwóch latach nie widzę.

Maciej Reluga

Dużo zależy od tego, co będzie powodem tego "twardego lądowania" i jakie byłyby konsekwencje dla polskiej sfery realnej i rynków finansowych. Wracając jednak do czynników bardziej wewnętrznych, zwróćmy uwagę na element ryzyka, który ze względu na zachowanie rynków globalnych w ostatnim czasie odszedł nieco na dalszy plan, niemniej jednak problem ten może powrócić. Mówię o sytuacji, kiedy będziemy się zastanawiać, czy aprecjacja złotego nie jest zbyt mocna. Gdy bowiem stopy procentowe za granicą, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych, osiągną już swój maksymalny poziom, to rynki będą wyceniały ich obniżki i ponownie może nastąpić pewien wzrost awersji do ryzyka. Wówczas słabsze poziomy kursu złotego mogą zostać uznane za atrakcyjne na tyle, aby lokować u nas kapitał. Jeśli skala aprecjacji złotego w 2007 r. będzie większa od założonej przez resort i średnia cena euro spadnie poniżej 3,9 zł, może to - poprzez gorsze wyniki eksporterów i ich mniejsze możliwości odnośnie do inwestycji, jak również wzrostu płac - wpłynąć na popyt krajowy. A jeśli nawet nie w 2007 r., to w średnim terminie tempo wzrostu wartości złotego będzie stwarzało zagrożenie dla wzrostu gospodarczego w Polsce, a co za tym idzie dla dochodów budżetowych. Moim zdaniem, takie niebezpieczeństwo jest bardziej realne w 2008 roku. Uważam również, że ryzyko "twardego lądowania" gospodarki światowej jest większe w 2008 roku. Stąd moje zastrzeżenie, że ten budżet nie przygotowuje nas, czy też przygotowuje w bardzo małym stopniu, na możliwą zmianę koniunktury na świecie, a tym samym w Polsce.

Stanisław Kluza

Ten budżet w dużej mierze uwzględnia takie ryzyko dzięki doświadczeniom płynącym z poprzednich lat. Otóż jeśli przyjrzymy się sytuacji makroekonomicznej w tym roku, to zobaczymy, że o wiele mniejsze zaskoczenie przyniósł rozwój sytuacji wewnętrznej niż zewnętrznej. Mam na myśli choćby ceny ropy czy innych surowców. To kolejny rok z rzędu, gdy większe znaczenie mają czynniki zewnętrzne. Dlatego też w większym stopniu powinniśmy uwzględnić możliwość niekorzystnego przebiegu zjawisk na rynkach światowych. I tak też się stało - zarówno poprzez przyjęty przez nas poziom stóp, czyli 3,5 proc. w strefie euro i 5,5 proc. w USA, jak i przez konsekwencje takiego scenariusza dla wzrostu gospodarczego.

Warto pamiętać jednak o jednej rzeczy. Polska gospodarka jest coraz bardziej otwarta na współgranie z rynkami unijnymi. Zdecydowanie większa część eksportu kierowana jest do strefy euro i także zdecydowana część importu jest z Unii Europejskiej. Tymczasem jeśli nastąpi spowolnienie, to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Gospodarka europejska przecież nie jest w fazie nadmiernego rozkwitu i tu też może nastąpić wyhamowanie tempa wzrostu. Jeśli do tego dojdzie, to konsumenci w Unii Europejskiej będą zastępować droższe towary tańszymi. Polska zaś jest krajem, gdzie atrakcyjność jego eksportu w fazie dekoniunktury wzrasta. Otóż zagranicą następuje przesunięcie ze spożycia dóbr z krajów, gdzie jest wyższy koszt pracy, na takie, które zostały wytworzone przy niższych kosztach pracy. A tego typu dobra są eksportowane z Polski i krajów naszego regionu.

Łukasz Tarnawa

Ale jest problem dóbr inwestycyjnych, których producentami są niemieckie firmy. Wiele polskich przedsiębiorstw jest poddostawcami firm niemieckich. To między innymi dzięki nim w okresie spowolnienia popytu wewnętrznego w Niemczech w latach 2004-2005, nasz eksport rósł szybko, pośrednio napędzany popytem z USA i Chin na niemieckie wyroby. Dlatego w scenariuszu globalnego spowolnienia gospodarczego w tym obszarze bez wątpienia polska gospodarka ucierpiałaby.

Stanisław Kluza

Poza tym w polskiej gospodarce mamy do czynienia w dużym stopniu z tzw. naturalnym hedgingiem. Dotyczy to większej części eksportu, prowadzonego przez przedsiębiorstwa, które zarówno eksportują, jak i importują.

Janusz Jankowiak

Dawno nie rozmawiał pan z żadnymi eksporterami... Nie chcieliby słyszeć takich argumentów...

Stanisław Kluza

Mówimy o firmach międzynarodowych. To są firmy, które dzisiaj zdecydowanie więcej eksportują niż pozostałe. Ten naturalny hedging powoduje, że zyskiem firmy jest korzyść wynikająca z kosztów pracy, które w przypadku Polski są kilkakrotnie niższe niż w Unii Europejskiej.

Łukasz Tarnawa

Ale dużo gorzej sytuacja wygląda w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mają takich możliwości zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym, jak firmy międzynarodowe, zatem są bardziej wrażliwe na ryzyko kursowe.

Stanisław Kluza

Średnie przedsiębiorstwa mogą się zabezpieczać poprzez zaciąganie zobowiązań na finansowanie biznesu w walucie obcej. Czyli to, co stracą na obniżce marży, odzyskają dzięki niższemu kosztowi zewnętrznego finansowania. Największe zagrożenie, zgadzam się, jest w przypadku małych firm, czy wręcz osób prowadzących działalność gospodarczą, polegającą na sprzedaży niewielkich ilości towarów, szczególnie żywnościowych. One w żaden sposób nie są w stanie zabezpieczyć się przed ryzykiem kursowym.

Kolejna kwestia - czy zmiany w kursie walutowym mogą zagrażać realizacji budżetu, jeżeli chodzi o obsługę zadłużenia? Otóż szacunkowo osłabienie złotego o 1 proc. oznacza wzrost kosztów obsługi długu zagranicznego w granicach kilkunastu milionów złotych. Taka zmiana kursowa zwiększa też relację długu do PKB o jakieś 0,3 pkt proc. Żeby spadek wartości złotego spowodował taki wzrost relacji długu do PKB, żeby zagrozić kryteriom konwergencji, złoty musiałby się osłabić o nie mniej niż 15 proc., czyli do 4,7 zł za euro plus minus kilkanaście groszy. Takiego

zagrożenia dzisiaj nie dostrzegam.

Zapytam o 2008 rok. Nie wiemy, co się stanie, bo nikt nie jest prorokiem. Ale strategia resortu finansów i rządu zakłada kreację popytu wewnętrznego poprzez obniżki składek na ZUS. Jednocześnie dodajemy kolejny sztywny wydatek w postaci zwiększonego dofinansowania dla ZUS. Czy nie wiążemy sobie tym samym rąk na 2008 rok?

Janusz Jankowiak

Proste spojrzenie na to, jak wygląda struktura uśrednionych wpływów i obciążeń z tytułu podatku od dochodów osobistych oraz pozapłacowych kosztów pracy, czyli składek na ZUS, pokazuje, że bardziej celowe są redukcje tych ostatnich. Średnie miesięczne obciążenie podatkiem PIT to około 30 zł miesięcznie, w przypadku składek jest to sporo więcej. Sam wybór tego, co należy zredukować, jest trafny.

Natomiast wtedy, kiedy się zabiera do redukcji obciążeń, obojętnie czy podatkowych, czy pozapłacowych, to właściwe

byłoby obniżki zrównoważyć

cięciami w wydatkach. Wtedy dopiero możemy mieć do

czynienia z mechanizmem, o którym mówił minister Kluza, czyli szersza baza podatkowa oznacza także obniżenie obciążeń podatkowych. W innym

wypadku mamy za to coś takiego, co u nas jest od lat praktykowane - następuje poszerzanie bazy podatkowej i ujednolicanie systemu poprzez eliminowanie z niego ulg, a podatki pozostają na poziomie niezmienionym.

Co do sposobu redukcji klina. On ma istotniejsze konsekwencje dla zmian w strukturze PKB, czyli przesunięcia w stronę popytu krajowego niż dla wygenerowania zapotrzebowania na pracę. Zaproponowane rozwiązania z punktu widzenia pracodawcy są delikatnie mówiąc obojętne. Nie redukują w istotny sposób kosztów pracy.

Wrócę do tzw. twardego

lądowania. Rozumiem, że jest to wersja mało prawdopodobna. Ale gdyby do tego doszło i gdyby takie spowolnienie spowodowało spadek dochodów i doprowadziło do tego, że budżet nie zamykałby się deficytem w wysokości 30 mld zł, ale konieczny byłby większy niedobór - czy Ministerstwo Finansów broniłoby "kotwicy Marcinkiewicza" i cięłoby wydatki?

Stanisław Kluza

Wszystko wskazuje, że kotwica budżetowa jest niezagrożona. Jest to priorytet, jeżeli chodzi o politykę fiskalną tego rządu.

Czas na podsumowanie...

Janusz Jankowiak

Co najmniej od czasów ministra Gronickiego stan finansów publicznych był w dużym stopniu zdeterminowany przez otoczenie zewnętrzne, a nie przez polityków krajowych. I to, co się działo, a więc okres entuzjazmu i poprawa pozycji fiskalnej Polski, było w dużym stopniu rezultatem sprzyjającej koniunktury zewnętrznej. Także to, co się zdarzyło w ostatnich miesiącach, czyli gwałtowne pogorszenie nastrojów, tzw. sentymentu, również było skutkiem działania otoczenia zewnętrznego. Czynnik polityki krajowej miał tu znaczenie marginalne.

Ale jeżeli mamy rację w naszych przewidywaniach dotyczących tego, w jaki sposób będzie przywrócona równowaga na rynkach globalnych, że obędzie się bez twardego lądowania i że w II połowie 2007 r. całkiem zasadne będą oczekiwania na obniżkę stóp procentowych. Wtedy wpływ polityki krajowej będzie coraz bardziej ważący przy wycenie ryzyka przez inwestorów. Moim zdaniem, budżet nie wykorzystuje szansy, wynikającej z dobrej sytuacji makroekonomicznej. Mógł nas przygotowywać do tego, żeby inwestorzy z rynków globalnych zaczęli postrzegać Polskę jako kraj wyróżniający się.

Maciej Reluga

Mam wrażenie, że taki projekt budżetu wystarczy do tego, aby inwestorzy zaczęli nas wyróżniać w regionie pod warunkiem że utrzyma się stosunkowo dobra koniunktura, gdyż nasze fundamenty gospodarcze są jednymi z najlepszych wśród tzw. rynków wschodzących. Natomiast ten projekt budżetu nie wystarczy, aby zapewnić nam, że w 2008 r. również będzie tak dobrze.

Stanisław Kluza

Czy te założenia mogły być jeszcze lepsze? Mogłyby, ale wówczas nie byłyby ostrożnościowe. W mojej ocenie inwestorzy, widząc taką konsekwencję w działaniu, również uwzględniają to w swoich decyzjach.

Debata została autoryzo

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama