Janusz Jankowiak
Moim zdaniem, powinniśmy jednak zacząć od tego, co jest szkieletem tego budżetu, a więc od założeń makro, i później powiedzieć, jak wygląda w tym kontekście plan dochodów i wydatków. Nie mam jakichś większych uwag do założeń makroekonomicznych. W zasadzie już do założeń do ubiegłorocznego budżetu, przygotowanego przez Mirosława Gronickiego, nie mieliśmy żadnych uwag, bo były one po raz pierwszy zbieżne z konsensusem rynkowym. Teraz jest podobnie. Odstępstwa w przypadku podstawowych parametrów, typu dynamika PKB, inflacja średnioroczna, w stosunku do oczekiwań rynkowych są rzędu 0,2-0,3 pkt proc., a więc bardzo niewielkie. Nie mam też większych uwag do kursu, do założeń dotyczących stóp procentowych. Wprawdzie to ostatnie jest kwestią dyskusyjną, ale wszystkie zagrożenia są opisane w założeniach.
Do czego więc mam uwagi krytyczne? Do tego, że z tych założeń makroekonomicznych za żadne skarby świata nie wychodzi mi taki poziom dochodów, jaki został zaplanowany, czyli 213,14 mld zł. Przy założonych zmianach w podatkach pośrednich, przy wszystkich dobrze opisanych przedsięwzięciach zmierzających do wyeliminowania nadużyć z tytułu różnych stawek akcyzy od paliw, możliwe są dochody w wysokości 209 mld zł. Tymczasem jest o ponad 4 mld zł więcej. Nie znaczy to, że budżet nie zostanie wykonany, zdarzały się bowiem większe błędy. Jest jednak dodatkowy kłopot - nie udało mi się znaleźć w założeniach informacji o wpływie sławetnego, zapowiadanego przez ministra zdrowia podatku pielęgnacyjnego. Nie wiem, czy on jest. Gdyby jednak ten podatek tam był, od dochodów budżetu trzeba by odjąć jeszcze 1,5 mld zł i wówczas robi się nam przeszacowanie na ponad 5 mld zł.
Jeżeli chodzi o wydatki, to z prostego zestawienia dochodów i deficytu wychodzi, że one też są zawyżone. Przy czym uważam też, że problematyczna jest sama kwota 30 mld zł. Moim zdaniem, ten deficyt powinien być w przedziale 25-28 mld zł i wtedy mielibyśmy do czynienia z konwergencją. Obecnie nie jestem tego pewien. Jak rozumiem, najnowsza odsłona programu konwergencji będzie jesienią po przyjęciu budżetu. To też źle. Moim zdaniem, szczególnie w takiej sytuacji, jaką mamy na rynkach finansowych, już teraz trzeba by opublikować program konwergencji, który pokazywałby, że deficyt, bez względu, czy go mierzymy według polskiej metodologii, czy unijnej, maleje.
Generalnie nie jest też znana struktura dochodów budżetu. Opisane zostały tylko dochody z PIT-u i rzeczywiście ich struktura nie budzi większych zastrzeżeń. Natomiast co się dzieje z pozostałymi podatkami, dalibóg, nie wiem. To jest o tyle ciekawe pytanie, że po tegorocznym budżecie widać, że coś ciekawego dzieje się z podatkami pośrednimi.
Jakie są więc zagrożenia dla realizacji takiego scenariusza rozwoju sytuacji gospodarczej, jaki został zapisany w założeniach do budżetu na przyszły rok?
Łukasz Tarnawa
Założenia makroekonomiczne rzeczywiście generalnie odpowiadają temu, co wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobne. Przewiduję jednak i radziłbym przygotować się na większe, niż wynika z prognoz makroekonomicznych MF osłabienie koniunktury zagranicznej w przyszłym roku; rosnące stopy procentowe, wysokie ceny ropy naftowej - to czynniki, które prawdopodobnie osłabią globalny wzrost w przyszłym roku. Z tego powodu - ze względu na gorsze wyniki handlu zagranicznego - będziemy mieli w Polsce zapewne niższy od zakładanego w założeniach wzrost gospodarczy przy zbliżonym do prognozowanego przez MF tempie wzrostu popytu krajowego.
Maciej Reluga
Ja z kolei uważam, że jest szansa na wyższy wzrost gospodarczy. Myślę, że istnieje szansa na 5-procentowy wzrost PKB, dzięki szybszemu popytowi krajowemu, dzięki szybszej konsumpcji, zarówno w tym roku, jak i w roku następnym.
Ale nawet przy tych wyższych założeniach wzrostu popytu krajowego i PKB dochody i tak wydają się zawyżone. W szczególności wzrost dochodów podatkowych o 12 proc. robi wrażenie. Zresztą, w samym opisie MF informuje, że mamy "wysoki wzrost nominalnych dochodów budżetu". Powstaje pytanie, czy ministerstwo powinno zakładać wysoki wzrost dochodów, czy raczej ten wzrost powinien być w miarę konserwatywny, podobnie jak to jest w przypadku założeń makroekonomicznych. Trzeba przy tym pamiętać, że wydatki w olbrzymiej mierze nie zależą od MF.
Ale są ustawy okołobudżetowe, do Sejmu można zawsze coś dosłać.
Maciej Reluga
To dobre pytanie, na ile ministerstwo powinno być aktywne w proponowaniu zmian w strukturze wydatków. Przecież jeśli się nie pojawi inicjatywa ze strony ministra finansów, to tym bardziej nie pojawi się ona po stronie parlamentu.
Janusz Jankowiak
Jest jeszcze jeden problem - po raz kolejny dostajemy założenia, w których zostały zapisane zmiany, wpływające na wydatki czy dochody, zanim przyjmie je parlament. To jest w oczywisty sposób niezgodne ze wszelkimi kanonami sztuki. Ale w jakiś sposób w Polsce należy to do tradycji.
I zdaje się to nikomu nie przeszkadzać.
Maciej Reluga
To nie przeszkadza do momentu, kiedy jest wysoki wzrost gospodarczy. Wtedy wszystko się ładnie zgadza. Ale jeśli za kilka lat pojawi się dekoniunktura, wówczas taki tryb pracy może stwarzać poważne problemy.
Stanisław Kluza
Pytacie Państwo, dlaczego pewne rzeczy nie są "dokładnie zrobione". Otóż mówimy o założeniach do prac nad budżetem. W tym momencie resorty są na etapie przygotowywania wyliczeń, szacunków, w oparciu o przyjęte wspólne parametry dla możliwego scenariusza makroekonomicznego w przyszłym roku. To są założenia, punkt startu, początek dyskusji.
A czy scenariusz makroekonomiczny jest optymistyczny, czy pesymistyczny? MF stosuje zasadę tzw. konserwatyzmu, jeżeli chodzi o parametry makroekonomiczne i fiskalne. Uwzględniamy obecny przebieg zjawisk makroekonomicznych i analizujemy możliwość ich dalszej kontynuacji. Staramy się też dostrzegać wszystkie elementy ryzyka, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego.
I chociaż wierzymy, że nie będzie znacznego osłabienia koniunktury na świecie, to na wszelki wypadek uwzględniamy gorszą sytuację gospodarczą za granicą. Stąd też ujemny wpływ handlu zagranicznego na wzrost PKB. Widać to po tym, że mimo oszacowania dynamiki popytu krajowego na poziomie zbliżonym do 5 proc., wzrost gospodarczy prognozujemy na 4,6 proc. Ta różnica jest odzwierciedleniem procesów w gospodarce światowej.
Jeżeli chodzi o sytuację krajową, to należy zwrócić uwagę na silny efekt związany z obniżeniem klina podatkowego. Dostrzegamy dużą szansę w funduszach unijnych - analiza statystyk monetarnych i procesów inwestycyjnych pokazuje, że będą one miały w przyszłości znacznie większy niż obecnie wpływ na popyt krajowy. To wszystko zdecydowanie przemawia za tym, że wzrost gospodarczy na poziomie 4,6 proc. jest ostrożną, konserwatywną prognozą.
Ostrożne podejście daje dodatkowe pole do ewentualnych ulepszeń w trakcie realizacji budżetu. Historia pokazuje bowiem, że deficyty w ciągu ostatnich kilku lat były realizowane na poziomie niższym od zaplanowanego. Na 2004 rok założono niedobór wynoszący 45 mld zł, a był mniejszy o kilka miliardów. W 2005 r. plan mówił o 35 mld zł, a wykonanie wyniosło 28,5 mld zł. W tym roku planujemy 30,5 mld zł, ale obecna realizacja budżetu i analiza wpływów z podatków pozwala nam szacować, że będzie on o kilka procent niższy.
Odniosłem wrażenie, że tutaj nikt nie kwestionuje zasad konserwatywnego planowania, tylko ich brak przy planowaniu dochodów.
Stanisław Kluza
Przechodząc do kwestii dochodów, przyjrzyjmy się parametrom makroekonomicznym z nimi związanym. Zwróćmy uwagę, że w ostatnich latach utrzymujemy się w trendzie spadku stopy bezrobocia o 1,5 pkt proc. w skali roku. Oznacza to, że stopa bezrobocia w Polsce na przestrzeni sześciu lat jest w stanie zmniejszyć się prawie o połowę, z przeszło 20 proc. w roku 2002 i 2003, do lekko ponad 12 proc. w roku 2009. Ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny.
Zwróćmy uwagę, że jest to skorelowane ze wzrostem zatrudnienia w przedsiębiorstwach, a przecież na tym etapie rozwoju gospodarczego coraz więcej osób znajduje pracę w sektorze usług. Mamy więc do czynienia ze znaczącym potencjalnym wzrostem zatrudnienia. Tymczasem dane statystyczne pokazują, że dochody pozostające do dyspozycji gospodarstw domowych rosną o wiele szybciej niż wynikałoby to z dynamiki zatrudnienia. Mamy więc wysoką aktywność w szarej strefie. W raporcie pt. "Diagnoza społeczna 2005" widać, że największa poprawa sytuacji ekonomicznej ma miejsce w gospodarstwach osób bezrobotnych - czyli de facto w szarej strefie.
Tej poprawy nie widać we wpływach z podatku dochodowego, ale pojawiają się po stronie podatków pośrednich. W innym wypadku nie mielibyśmy tak dobrej dynamiki VAT i innych podatków pośrednich.
Poza tym, jeśli spodziewamy się gorszej koniunktury na świecie i tego, że eksport przestanie być motorem wzrostu, musimy uwzględnić konsekwencje podatkowe. Inaczej wyglądają przychody z VAT w przypadku przewagi importu, a inaczej gdy dominuje eksport. A dodatkowo nie zapominajmy o zmianach systemowych w podatkach.
Łukasz Tarnawa
Relacja między eksportem i importem będzie na niekorzyść dla eksportu, przy wyższej dynamice importu stymulowanej popytem krajowym. A więc import będzie kreował większe dochody z podatków pośrednich.
Maciej Reluga
Przy okazji jedno pytanie odnośnie do dochodów: jak duża jest szansa, że dochody w 2007 r. wyniosą 215 mld zł?
Stanisław Kluza
Ministerstwo stosuje zasadę szacunków ostrożnościowych. Planowane dochody budżetu są na poziomie ciut ponad 213 mld zł. Prawdopodobieństwo nieco niższych dochodów jest dużo niższe niż prawdopodobieństwo dochodów rzędu 213 mld zł.
Maciej Reluga
Taka odpowiedź pokazuje, że to nie jest konserwatywne założenie dochodów. Takie byłoby wówczas, kiedy ryzyko odchylenia byłoby symetryczne.
Stanisław Kluza
Po pierwsze, rozkład nie jest symetryczny. Dominanta jest położona powyżej 213 mld.
Janusz Jankowiak
A co z podatkiem pielęgnacyjnym, o który pytałem? Czy on jest uwzględniony w dochodach?
Stanisław Kluza
Rzeczywiście, szacunek na poziomie 1,5 mld zł jest szacunkiem trafionym. Tak, podatek ten z uwagi na cele, na które ma być wydany, jest brany pod uwagę jako efekt negatywny po stronie dochodowej.
Janusz Jankowiak
Wróćmy do tematów makro. Ja w zasadzie byłbym skłonny zgodzić się z tezą, że lepiej jest szacować tempo popytu zagranicznego w przyszłym roku niżej niż wyżej. Z tego, co powiedział minister Kluza, wynika, że nawet jeśli będzie jeszcze nieco niższe, nie będzie tragedii. Dlatego że rekompensujemy pewien ubytek popytu zagranicznego wzrostem popytu krajowego poprzez dokonywanie przesunięć podatków. Pytanie więc, czy jest uzasadnione dalsze wspieranie popytu krajowego w sytuacji, kiedy on i tak wyraźnie rośnie, a jego dynamika jest wyższa niż dynamika PKB? To ma swoje konsekwencje dla polityki monetarnej. Nawet przyjmując założenia co do tego, że stopy procentowe się nie zmienią, zrobiłbym jakąś niewielką zakładkę na koszty obsługi długu.
Maciej Reluga
Ale nawet jak założymy większą presję inflacyjną pod koniec przyszłego roku, to podwyżki stóp o 50 pkt nie będą mieć dużego znaczenia dla kosztów obsługi.
Stanisław Kluza
W ostatnim czasie spadła wielkość polskiego długu krótkoterminowego - chodzi tu w szczególności o bony skarbowe, których było łącznie 60 mld zł, teraz jest ich około 20 mld zł. Ten odcinek krzywej dochodowości byłby narażony na wzrost kosztów związanych z wyższą stopą procentową w Polsce. Dzisiaj bank centralny w swojej projekcji inflacyjnej nie sugeruje możliwości wzrostu stóp.
Janusz Jankowiak
Poczekajmy do lipca...
Stanisław Kluza
Ale ja to mówię dzisiaj. Skoro bank centralny nie zauważa możliwości wzrostu stóp, konsekwencją tego jest zwrócenie uwagi na długi koniec krzywej, gdzie większa część polskiego długu jest uzależniona w dużym stopniu od rynków bazowych. A nasze założenia makroekonomiczne uwzględniają zmiany stóp procentowych na rynkach międzynarodowych. W szczególności odnosi się to do dolara, gdzie prognozujemy wzrost stopy do 5,5 proc., a także spodziewamy się, że średnioroczna stopa procentowa w strefie euro będzie znacząco wyższa niż teraz i wyniesie 3,5 proc. Zatem z punktu widzenia kosztów obsługi długu w przyszłym roku zostały uwzględnione wszystkie efekty związane ze stopami procentowymi. A nawet gdybyśmy mieli w Polsce odmienny scenariusz od prognozowanego i deklarowanego przez NBP, wówczas rezerwa po stronie obsługi długu jest w pełni zachowana i zagrożenia nie ma.
Czy są w budżecie zakładane przychody z prywatyzacji. Jeżeli tak, to jakie?
Stanisław Kluza
Tak, są zakładane, ale jest to w gestii resortu skarbu, i dlatego czekamy na odpowiednie szacunki z tamtej strony.
Więcej jest dywidend, czy
zysków ze sprzedaży akcji i udziałów?
Uwzglźdniamy i dywidendy, i sprzedaż.
Co będzie największym zagrożeniem dla budżetu - spadek kursu złotego, popyt krajowy, osłabienie wzrostu za granicą?To nie jest mój scenariusz bazowy, przypisuję mu mniejsze prawdopodobieństwo realizacji, ale w jakimś stopniu jest on już obecny w niektórych prognozach rynkowych. Dotyczy poziomu stóp na rynkach bazowych. Otóż obecnie są prognozy mówiące o większym poziomie stóp w USA niż te 5,5 proc., o których mówił minister Kluza.
Łukasz Tarnawa
Zgadza się. Na tym poziomie jest obecnie rynkowy konsensus.
Janusz Jankowiak
Większość dużych banków inwestycyjnych prognozuje, że główna stopa Fed wzrośnie do 6 proc. Ale ten znaczący wzrost stóp stwarza ryzyko, dotyczące "twardego lądowania" gospodarki amerykańskiej, a więc i mocnego spowolnienia na całym świecie. I to jest największe zagrożenie, że tempo wzrostu gospodarki USA spadnie z 5 proc. do 2,5 proc., co odbije się na koniunkturze na świecie. Takiego ryzyka w założeniach nie ma.
Łukasz Tarnawa
Według mnie ryzyko spowolnienia globalnej koniunktury gospodarczej pod wpływem pogorszenia sytuacji gospodarczej w USA to najbardziej prawdopodobny scenariusz alternatywny. Na przykład w sytuacji osłabienia tamtejszego rynku nieruchomości, który pociągnąłby za sobą osłabienie konsumpcji bardzo już obecnie zadłużonych gospodarstw domowych, scenariusz recesyjny w USA byłby bardzo prawdopodobny. Ale nie zakładałbym "twardego lądowania" w bazowym scenariuszu. Poza czynnikami zewnętrznymi innych większych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego w Polsce rzędu 4-5 proc. w najbliższych dwóch latach nie widzę.
Maciej Reluga
Dużo zależy od tego, co będzie powodem tego "twardego lądowania" i jakie byłyby konsekwencje dla polskiej sfery realnej i rynków finansowych. Wracając jednak do czynników bardziej wewnętrznych, zwróćmy uwagę na element ryzyka, który ze względu na zachowanie rynków globalnych w ostatnim czasie odszedł nieco na dalszy plan, niemniej jednak problem ten może powrócić. Mówię o sytuacji, kiedy będziemy się zastanawiać, czy aprecjacja złotego nie jest zbyt mocna. Gdy bowiem stopy procentowe za granicą, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych, osiągną już swój maksymalny poziom, to rynki będą wyceniały ich obniżki i ponownie może nastąpić pewien wzrost awersji do ryzyka. Wówczas słabsze poziomy kursu złotego mogą zostać uznane za atrakcyjne na tyle, aby lokować u nas kapitał. Jeśli skala aprecjacji złotego w 2007 r. będzie większa od założonej przez resort i średnia cena euro spadnie poniżej 3,9 zł, może to - poprzez gorsze wyniki eksporterów i ich mniejsze możliwości odnośnie do inwestycji, jak również wzrostu płac - wpłynąć na popyt krajowy. A jeśli nawet nie w 2007 r., to w średnim terminie tempo wzrostu wartości złotego będzie stwarzało zagrożenie dla wzrostu gospodarczego w Polsce, a co za tym idzie dla dochodów budżetowych. Moim zdaniem, takie niebezpieczeństwo jest bardziej realne w 2008 roku. Uważam również, że ryzyko "twardego lądowania" gospodarki światowej jest większe w 2008 roku. Stąd moje zastrzeżenie, że ten budżet nie przygotowuje nas, czy też przygotowuje w bardzo małym stopniu, na możliwą zmianę koniunktury na świecie, a tym samym w Polsce.
Stanisław Kluza
Ten budżet w dużej mierze uwzględnia takie ryzyko dzięki doświadczeniom płynącym z poprzednich lat. Otóż jeśli przyjrzymy się sytuacji makroekonomicznej w tym roku, to zobaczymy, że o wiele mniejsze zaskoczenie przyniósł rozwój sytuacji wewnętrznej niż zewnętrznej. Mam na myśli choćby ceny ropy czy innych surowców. To kolejny rok z rzędu, gdy większe znaczenie mają czynniki zewnętrzne. Dlatego też w większym stopniu powinniśmy uwzględnić możliwość niekorzystnego przebiegu zjawisk na rynkach światowych. I tak też się stało - zarówno poprzez przyjęty przez nas poziom stóp, czyli 3,5 proc. w strefie euro i 5,5 proc. w USA, jak i przez konsekwencje takiego scenariusza dla wzrostu gospodarczego.
Warto pamiętać jednak o jednej rzeczy. Polska gospodarka jest coraz bardziej otwarta na współgranie z rynkami unijnymi. Zdecydowanie większa część eksportu kierowana jest do strefy euro i także zdecydowana część importu jest z Unii Europejskiej. Tymczasem jeśli nastąpi spowolnienie, to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Gospodarka europejska przecież nie jest w fazie nadmiernego rozkwitu i tu też może nastąpić wyhamowanie tempa wzrostu. Jeśli do tego dojdzie, to konsumenci w Unii Europejskiej będą zastępować droższe towary tańszymi. Polska zaś jest krajem, gdzie atrakcyjność jego eksportu w fazie dekoniunktury wzrasta. Otóż zagranicą następuje przesunięcie ze spożycia dóbr z krajów, gdzie jest wyższy koszt pracy, na takie, które zostały wytworzone przy niższych kosztach pracy. A tego typu dobra są eksportowane z Polski i krajów naszego regionu.
Łukasz Tarnawa
Ale jest problem dóbr inwestycyjnych, których producentami są niemieckie firmy. Wiele polskich przedsiębiorstw jest poddostawcami firm niemieckich. To między innymi dzięki nim w okresie spowolnienia popytu wewnętrznego w Niemczech w latach 2004-2005, nasz eksport rósł szybko, pośrednio napędzany popytem z USA i Chin na niemieckie wyroby. Dlatego w scenariuszu globalnego spowolnienia gospodarczego w tym obszarze bez wątpienia polska gospodarka ucierpiałaby.
Stanisław Kluza
Poza tym w polskiej gospodarce mamy do czynienia w dużym stopniu z tzw. naturalnym hedgingiem. Dotyczy to większej części eksportu, prowadzonego przez przedsiębiorstwa, które zarówno eksportują, jak i importują.
Janusz Jankowiak
Dawno nie rozmawiał pan z żadnymi eksporterami... Nie chcieliby słyszeć takich argumentów...
Stanisław Kluza
Mówimy o firmach międzynarodowych. To są firmy, które dzisiaj zdecydowanie więcej eksportują niż pozostałe. Ten naturalny hedging powoduje, że zyskiem firmy jest korzyść wynikająca z kosztów pracy, które w przypadku Polski są kilkakrotnie niższe niż w Unii Europejskiej.
Łukasz Tarnawa
Ale dużo gorzej sytuacja wygląda w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mają takich możliwości zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym, jak firmy międzynarodowe, zatem są bardziej wrażliwe na ryzyko kursowe.
Stanisław Kluza
Średnie przedsiębiorstwa mogą się zabezpieczać poprzez zaciąganie zobowiązań na finansowanie biznesu w walucie obcej. Czyli to, co stracą na obniżce marży, odzyskają dzięki niższemu kosztowi zewnętrznego finansowania. Największe zagrożenie, zgadzam się, jest w przypadku małych firm, czy wręcz osób prowadzących działalność gospodarczą, polegającą na sprzedaży niewielkich ilości towarów, szczególnie żywnościowych. One w żaden sposób nie są w stanie zabezpieczyć się przed ryzykiem kursowym.
Kolejna kwestia - czy zmiany w kursie walutowym mogą zagrażać realizacji budżetu, jeżeli chodzi o obsługę zadłużenia? Otóż szacunkowo osłabienie złotego o 1 proc. oznacza wzrost kosztów obsługi długu zagranicznego w granicach kilkunastu milionów złotych. Taka zmiana kursowa zwiększa też relację długu do PKB o jakieś 0,3 pkt proc. Żeby spadek wartości złotego spowodował taki wzrost relacji długu do PKB, żeby zagrozić kryteriom konwergencji, złoty musiałby się osłabić o nie mniej niż 15 proc., czyli do 4,7 zł za euro plus minus kilkanaście groszy. Takiego
zagrożenia dzisiaj nie dostrzegam.
Zapytam o 2008 rok. Nie wiemy, co się stanie, bo nikt nie jest prorokiem. Ale strategia resortu finansów i rządu zakłada kreację popytu wewnętrznego poprzez obniżki składek na ZUS. Jednocześnie dodajemy kolejny sztywny wydatek w postaci zwiększonego dofinansowania dla ZUS. Czy nie wiążemy sobie tym samym rąk na 2008 rok?
Janusz Jankowiak
Proste spojrzenie na to, jak wygląda struktura uśrednionych wpływów i obciążeń z tytułu podatku od dochodów osobistych oraz pozapłacowych kosztów pracy, czyli składek na ZUS, pokazuje, że bardziej celowe są redukcje tych ostatnich. Średnie miesięczne obciążenie podatkiem PIT to około 30 zł miesięcznie, w przypadku składek jest to sporo więcej. Sam wybór tego, co należy zredukować, jest trafny.
Natomiast wtedy, kiedy się zabiera do redukcji obciążeń, obojętnie czy podatkowych, czy pozapłacowych, to właściwe
byłoby obniżki zrównoważyć
cięciami w wydatkach. Wtedy dopiero możemy mieć do
czynienia z mechanizmem, o którym mówił minister Kluza, czyli szersza baza podatkowa oznacza także obniżenie obciążeń podatkowych. W innym
wypadku mamy za to coś takiego, co u nas jest od lat praktykowane - następuje poszerzanie bazy podatkowej i ujednolicanie systemu poprzez eliminowanie z niego ulg, a podatki pozostają na poziomie niezmienionym.
Co do sposobu redukcji klina. On ma istotniejsze konsekwencje dla zmian w strukturze PKB, czyli przesunięcia w stronę popytu krajowego niż dla wygenerowania zapotrzebowania na pracę. Zaproponowane rozwiązania z punktu widzenia pracodawcy są delikatnie mówiąc obojętne. Nie redukują w istotny sposób kosztów pracy.
Wrócę do tzw. twardego
lądowania. Rozumiem, że jest to wersja mało prawdopodobna. Ale gdyby do tego doszło i gdyby takie spowolnienie spowodowało spadek dochodów i doprowadziło do tego, że budżet nie zamykałby się deficytem w wysokości 30 mld zł, ale konieczny byłby większy niedobór - czy Ministerstwo Finansów broniłoby "kotwicy Marcinkiewicza" i cięłoby wydatki?
Stanisław Kluza
Wszystko wskazuje, że kotwica budżetowa jest niezagrożona. Jest to priorytet, jeżeli chodzi o politykę fiskalną tego rządu.
Czas na podsumowanie...
Janusz Jankowiak
Co najmniej od czasów ministra Gronickiego stan finansów publicznych był w dużym stopniu zdeterminowany przez otoczenie zewnętrzne, a nie przez polityków krajowych. I to, co się działo, a więc okres entuzjazmu i poprawa pozycji fiskalnej Polski, było w dużym stopniu rezultatem sprzyjającej koniunktury zewnętrznej. Także to, co się zdarzyło w ostatnich miesiącach, czyli gwałtowne pogorszenie nastrojów, tzw. sentymentu, również było skutkiem działania otoczenia zewnętrznego. Czynnik polityki krajowej miał tu znaczenie marginalne.
Ale jeżeli mamy rację w naszych przewidywaniach dotyczących tego, w jaki sposób będzie przywrócona równowaga na rynkach globalnych, że obędzie się bez twardego lądowania i że w II połowie 2007 r. całkiem zasadne będą oczekiwania na obniżkę stóp procentowych. Wtedy wpływ polityki krajowej będzie coraz bardziej ważący przy wycenie ryzyka przez inwestorów. Moim zdaniem, budżet nie wykorzystuje szansy, wynikającej z dobrej sytuacji makroekonomicznej. Mógł nas przygotowywać do tego, żeby inwestorzy z rynków globalnych zaczęli postrzegać Polskę jako kraj wyróżniający się.
Maciej Reluga
Mam wrażenie, że taki projekt budżetu wystarczy do tego, aby inwestorzy zaczęli nas wyróżniać w regionie pod warunkiem że utrzyma się stosunkowo dobra koniunktura, gdyż nasze fundamenty gospodarcze są jednymi z najlepszych wśród tzw. rynków wschodzących. Natomiast ten projekt budżetu nie wystarczy, aby zapewnić nam, że w 2008 r. również będzie tak dobrze.
Stanisław Kluza
Czy te założenia mogły być jeszcze lepsze? Mogłyby, ale wówczas nie byłyby ostrożnościowe. W mojej ocenie inwestorzy, widząc taką konsekwencję w działaniu, również uwzględniają to w swoich decyzjach.
Debata została autoryzo