Poniedziałek był wielką zagadką dla inwestorów. Większość osób pytała, jak mocno rynki odczują dymisję rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Okazało się jednak, że wahania nie były znaczące. Euro podrożało jedynie o 3 gr, do 4,05 zł. Warszawska giełda, po krótkiej porannej korekcie, zanotowała nawet wzrost. Wszystko to w sytuacji, kiedy prezydent przyjął dymisję premiera, a misję tworzenia nowego rządu powierzył swojemu bratu - Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Brak paniki tłumaczy m.in. zapowiedź powołania na stanowisko ministra finansów Stanisława Kluzy (dotąd wiceminister). Kandydat na szefa resortu to osoba doceniana w środowisku bankowym. Także dwie czołowe agencje ratingowe - Fitch Ratings i Standard & Poor?s wydały uspokajające komunikaty o sytuacji w Polsce. Nie zmieniły przy tym ani oceny, ani perspektywy ratingowej dla naszego kraju. - Biorąc pod uwagę ogólną siłę polskiej gospodarki, wysokie tempo wzrostu i dobry bilans płatniczy, polityka może wyrządzić jedynie umiarkowane szkody - stwierdził Edward Parker, analityk Fitch.
Odchodzący Kazimierz Marcinkiewicz ma być teraz kołem zamachowym kampanii samorządowej PiS i kandydatem na prezydenta Warszawy. To znak, że tegoroczne wybory samorządowe będą bardzo zacięte. Dlatego też inwestorzy będą patrzeć z uwagą na dalsze losy koalicji PiS-Samoobrona-LPR.
Formalnie J. Kaczyński ma teraz 14 dni na skompletowanie gabinetu i kolejne 14 na zdobycia poparcia w parlamencie. Rzecznikiem rzędu bździe Jan Dziedziczak (25 lat), były rzecznik prasowy ZHR.