Z kamienną twarzą odszedł jeden z bardziej pracowitych premierów Rzeczypospolitej. Jego miejsce zajmie faktyczny demiurg polskiej polityki, Jarosław Kaczyński. Rynki zareagowały łagodnie. Nie tylko dlatego, że wreszcie będzie jasne, kto rządzi. Ważny był również fakt, że stanowisko ministra finansów zajmie inny tytan pracy - Stanisław Kluza. Analitycy - także zachodni - wyjątkowo jednomyślnie zachwalają kompetencje kandydata na szefa resortu.

Jarosław Kaczyński stwierdził przy okazji, że da szansę młodemu pokoleniu ekonomistów. W tym konkretnym przypadku - 34-latkowi. Zobaczymy, jak Stanisław Kluza poradzi sobie z dużo bardziej stetryczałym parlamentem. Sam twierdzi, że to nie polityka, ale poczucie misji spowodowało, że znalazł się w rządzie.

Zastanawiające, że premier in spe stawia zarówno na pracowitą "młodzież", jak również na żądne solidarnego podejścia starsze grupy elektorskie. Najbliższe miesiące pokażą, czy taki miszmasz jest możliwy. Na razie, swoje gospodarki reformują już szybciej Turcja czy Rumunia.

Silne rządy PiS, z zamazanym monteskiuszowskim podziałem władzy, mogą się okazać jednak skuteczne. Byłby to znak, że polskiemu rynkowi potrzeba silnej ręki, niekoniecznie niewidzialnej. Niewielu ekonomistów podziela ten optymizm. W innym przypadku zwycięzcą obecnej rekonstrukcji stać się może... stolica, kierowana przez sprawnego administratora i byłego premiera.

Inwestorzy powinni zachować zimną krew. Nawet dilerzy obligacji twierdzą, że żaden scenariusz rozwoju naszego regionu ich już nie zaskoczy.