Mamy nową świecką tradycję. Kandydaci na premiera zaczynają przygodę z rynkiem finansowym od wystąpienia na warszawskiej giełdzie. Najpierw Marcinkiewicz, teraz Kaczyński. Pierwszy jako premier też był częstym gościem na parkiecie. Uczynił z niego miejsce informowania o ważnych decyzjach gospodarczych. Drugi najwyraźniej zamierza iść w jego ślady.
Najważniejsi politycy w państwie nieprzypadkowo wybierają cel pierwszej zagranicznej podróży. Okazują w ten sposób sympatię, podkreślają wagę wzajemnych stosunków, wzmacniają więzi. Jeśli założyć, że o to samo chodzi w przypadku konferencji na warszawskim parkiecie, to nowa tradycja jest wymowna i znacząca. Zwłaszcza że Jarosławowi Kaczyńskiemu towarzyszył kandydat na ministra finansów. W tym kontekście opinie, że nowy rząd ma być rządem kontynuacji, niosą optymistyczne przesłanie.
Czy zauważyliście Państwo, czym głównie zajmowali się w weekend komentatorzy? Na czym koncentrowali uwagę, analizując przesilenie rządowe? Budżet, finanse publiczne, złoty, giełda, PKB, słowem - gospodarka - to były terminy odmieniane przez wszystkie przypadki. Reakcja rynków finansowych, zwłaszcza ta oczekiwana, była chyba po raz pierwszy ważniejsza niż spodziewane zmiany w sondażach opinii publicznej. Jeśli była mowa o nazwiskach, to głównie o tym, jak się nazywa kandydat na nowego ministra finansów. Jeśli o obawach, to zwłaszcza o tym, jak zareagują inwestorzy, głównie zagraniczni. Jeśli o konsekwencjach roszad politycznych, to przede wszystkim dla naszej gospodarki, dla kursu złotego w szczególności. Wykres notowań naszej waluty względem euro można było zobaczyć w każdej telewizji.
O ekonomii rozmawiali wszyscy - jak o polityce: ci, którzy się na niej znają, i ci, którzy mają o niej blade pojęcie. I to była dyskusja, która w przeciwieństwie do debaty politycznej, nie wywoływała salw śmiechu. To wszystko o czymś świadczy. Pod tym względem przestaliśmy być już rynkiem rozwijającym się. Dojrzeliśmy.
Nieprzypadkowo zapewne kandydat na premiera w pierwszym weekendowym wywiadzie mówił o finansach publicznych i nieprzypadkowo pewnie jeszcze w niedzielę ujawnił, kto będzie ministrem finansów. I nieprzypadkowo odwiedził wczoraj - pierwszego dnia po desygnowaniu na premiera - giełdę. Oczywiście, liczą się nie tylko gesty, ale i czyny, przede wszystkim czyny. Ale od czegoś trzeba zacząć.