Zapał, z jakim uczestnicy rynku finansowego protestują przeciwko utworzeniu Komisji Nadzoru Finansowego, czyli tak zwanego supernadzoru, jest najwyraźniej podszyty megastrachem, a właściwie Mechastrachem. Cezary Mech, ojciec projektu ustawy o zintegrowanym nadzorze nad rynkiem finansowym, jest najpewniejszym kandydatem na szefa nowego urzędu. Otwarte Fundusze Emerytalne, nad którymi do marca 2002 roku sprawował kontrolę jako szef Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi (UNFE), zapewne nie zapomniały jego restrykcyjnej polityki. To nie przypadek, że po utworzeniu z nadzoru emerytalnego i ubezpieczeniowego (nosił wtedy nazwę Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń - PUNU) jednej Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych z Janem Monkiewiczem na czele, zmniejszyła się liczba kar nakładanych na fundusze. Co ciekawe, cztery lata temu, w sporze o integrację UNFE i PUNU, Cezary Mech był po drugiej stronie barykady. Twierdził, że połączenie "nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów" ze względu na odmienną specyfikę branż. Teraz podmiotów, które ma prześwietlać Komisja Nadzoru Finansowego, jest znacznie, znacznie więcej. I na pewno działają w branżach, których specyfika jest różna. Najwyraźniej jednak optyka się zmieniła. Być może dzięki upływowi czasu lepiej widać, że centralizacja pomaga, a jeśli szkodzi, to tylko układowi, oczywiście.