Wykryte w Polsce nieprawidłowości przy wykorzystaniu funduszy unijnych są najmniej poważne spośród wszystkich krajów członkowskich - wynika z raportu przedstawionego wczoraj przez Europejskie Biuro ds. Zwalczania Oszustw (z ang. OLAF). Od akcesji do końca maja br. stwierdzono w naszym kraju 136 błędów przy wydawaniu pieniędzy z Brukseli. Średnia kwota przypadająca na pojedynczy przypadek wyniosła u nas 6349 euro. Dla całej Unii Europejskiej przeciętna to 140 tys. euro, dla Włoch nawet 318,2 tys. euro. Polska została zaliczona przez OLAF do grupy 11 krajów, w których nie wykryto nieprawidłowości przekraczających 1 mln euro.

W 2005 r. łączna kwota oszustw i pomyłek związanych z funduszami UE wyniosła 601 mln euro. Stanowi to około 1,5 proc. unijnego budżetu. Najczęstszym "patentem" na oszukanie Brukseli jest przedstawienie do rozliczeń kosztów, które nie powinny być refundowane, posługiwanie się fałszywymi dokumentami oraz nieprzestrzeganie procedur zamówień publicznych. Takie niedociągnięcia są karane odebraniem dotacji i ewentualnymi sankcjami finansowymi wobec kraju, który nie zauważył błędów. Do tej pory Polska nie została ukarana. Jednakże unijne instytucje wstrzymały przekazanie około 2 mln euro na podejrzane projekty - mimo że w konkretnych przypadkach przedstawiono już wnioski o płatności.

Z raportu OLAF wynika, że szczególnie podatne na oszustwa są pomoc finansowa dla rolników (m.in. na modernizację gospodarstw), dopłaty do eksportu i refundacja wydatków na promocję firm. OLAF śledzi również znacznie opóźnione projekty inwestycyjne.